2006 działalność PZTS

archiwum 2005       archiwum 2006       archiwum 2007       archiwum 2008/2009      

 

29 grudnia 2006 - godz. 22:17

 

LISTA CHORÓB POLSKIEGO TENISA STOŁOWEGO       

Czas świąt sprzyja refleksjom i przemyśleniom. Chciałbym podzielić się swoimi uwagami na temat podstawowych problemów naszego polskiego ping-ponga. Uważny czytelnik może zauważyć, że zaczynam od punktu 6. Robię to świadomie, ponieważ punkty od 1 do 5, wg. mnie kluczowe, które ukażą się za dwa, trzy dni powinny potem rozwinąć naszą dyskusję.

 

 6. Skłócone w dużej mierze środowisko tenisa stołowego.

Może właśnie to jest przyczyną, że aktualny stan rzeczy w zarządzie PZTS tak się dobrze trzyma.

Zauważam często będąc w kraju, że wiele osób mające pojęcie o tenisie stołowym niestety uważa się za nieomylne. Znam to z własnego doświadczenia. Trudno wtedy z reguły o rzeczową dyskusję. Ktoś przekonany o własnej racji nie przyjmuje racjonalnych argumentów. I niby słuchając rozmówcy już przygotowuje kontrargumenty. I na tym się koncentruje. Nie zauważając w międzyczasie racji drugiej strony.

Autokratyzm w pracy związanej z wpływem na drugiego człowieka - a takim jest zawód trenera - jest bardzo niebezpieczny. A umiejętność pracy w zespole i elementarna pokora powinna stać się powoli cnotą.

Chyba takim koronnym przykładem arogancji z jednej strony, autokratyzmu z drugiej jest zmarnowanie talentu Michała Rogali przez ówczesnego trenera kadry.

Zamiast się kłócić i uważać za najlepszych przyjmijmy argumenty drugiej strony. Lub przynajmniej wysłuchajmy, co mają nam do powiedzenia.

Brakuje nam czasami po prostu szacunku do drugiego człowieka. Za często górę biorą emocje i partykularne interesy osób, czy klubów.

7. Słaba relacja na linii PZTS - środowisko i odwrotnie

Widzę tu winę dwóch stron. Samego PZTS-u, który sobie sam strzela gole i środowiska, które najczęściej tylko krytykuje.

Ale gdzie są ci wszyscy krzykacze, „reformatorzy” polskiego pingponga, jak wybiera się delegatów na zjazd PZTS? Gdzie ich pomysły i propozycje zmian (nierzadko mądre i wartościowe), gdy głosuje się tych samych ludzi do zarządu od lat? Gdzie ich odwaga i hardość, gdy tymczasem podpisują się nickami, czy pseudonimami pod swoimi komentarzami?

Gdzie leży największa wina PZTS? W wielu sprawach, w wielu płaszczyznach.

PZTS jako instytucja z pełniącymi w nim różne funkcje ludźmi nie jest zainteresowana(nie jest zdolna? - to chyba jeszcze gorzej) jakimikolwiek zmianami. W myśl porzekadła „psy szczekają, karawana jedzie dalej” trwają.

Przykładów jest wiele. Ostatnio zamieściliśmy na naszej stronie raport Rady Trenerów(patrz pt: ”Sprawozdanie Rady Trenerów” dział aktualności). Sztab ludzi znający problemy polskiego tenisa chciał zainteresować władze PZTS swoimi pomysłami. Lecz wszystkie postulaty Rady Trenerów pozostały bez echa. Nie dzieje się nic! To już ignorancja. I to za czasów kiedy wiceprezesem jest były szef Rady Trenerów pan Wojciech Waldowski...

8. Przekonanie o konieczności trenowania najbardziej zdolnych zawodników i zawodniczek w jednym z centralnych ośrodków PZTS.

I to z reguły w tym samym składzie i z tymi samymi partnerami. A gdzie silne kluby z dobrą pracą z młodzieżą? Nie można ich zawsze ogałacać z najlepszych. Lokalni, najlepsi zawodnicy są kartą wizytową danego klubu. I ściągają następnych do uprawiania tenisa stołowego. Nie jestem absolutnie przeciwnikiem centralnych ośrodków. Wręcz przeciwnie, uważam że najlepsi powinni tam trenować. Ale nie musi się tak dziać zawsze. Przypadek przypadkowi nierówny. Jeśli jest klub, który zapewni dobre warunki treningowe, to nie każdy musi trenować w ośrodkach centralnych. I zastanówmy się czy we wszystkich ośrodkach istnieją naprawdę optymalną warunki do trenowania. W dzisiejszych czasach nie wystarcza tylko trenowanie 2 – 3 razy dziennie ze spaniem, szkołą w tym samym miejscu

A gdzie zróżnicowana grupą treningową? Z zawodnikami leworęcznymi, grającymi różnymi stylami gry. Co z graczami grającymi stylem defensywnym? Ile lat jeszcze mamy się wstydzić po kolejnej porażce Polaka ze słabym obrońcą?(patrz artykuł pt:” Gr obronna” – dział felietony) Dlaczego nie organizuje się na szerszą skalę seminariów tematycznych uczących np. treningu na obronę?

9. Niewykorzystywanie dorobku całych pokoleń trenerów i zawodników tenisa stołowego

Pisząc od 3 miesięcy artykuły różnej treści na naszej stronie doczekaliśmy się wielu ciekawych komentarzy różnych osób. Ludzi w różnym wieku, aktywnych w branży tenisa stołowego lub pozostających z różnych powodów na uboczu. Często imponowały mi te osoby mądrością i trafnością swoich uwag. Z wielka przyjemnością czytam słowa Zbyszka Liszewskiego, parokrotnie posiłkowałem się przemyśleniami Jurka Grycana, rozmawiałem bardzo ciekawie z panią Danutą Calińską o Alojzym Erlichu. Można by tych przykładów mnożyć. Ci wszyscy ludzie maja wiele do powiedzenia. Jako trenerzy lub zawodnicy byli na wielu światowych imprezach. Byli świadkami niezapomnianych chwil, momentów związanych z porażkami, czy zwycięstwami biało-czerwonych. Ale co z tego wie przeciętny sympatyk, zawodnik, trener, pasjonat tenisa stołowego? Gdzie są jakiekolwiek materiały o pracy, dokonaniach, wynikach tych ludzi? To oni tworzą historie naszej dyscypliny sportu. A ich potencjał jest niewykorzystywany.

Dlaczego następni muszą zaczynać od zera, lub powielają te same błędy, co ich poprzednicy sprzed 10-30 lat?

Jeszcze w przypadku tych ludzi problem jest jeszcze do rozwiązania. Ci ludzie żyją i pewnie chętnie się podzielą swoja wiedzą. Inna sprawa, czy czy ich ktoś o to zapyta....? Ale co jest z tymi, którzy odeszli od nas na zawsze.

Ostanio zmarł jak przeczytałem zasłużony trener klubowy i reprezentacji kraju, działacz tenisa stołowego – szczególnie łódzkiego p.Derdoń. Miał swoją, a pasję jakim był tenis stołowy, pracował, tworzył. Jaka jest możliwość, że się o tym dowie początkujący trener w małej mieścinie gdzieś w Polsce? Albo postać Alojza Erlicha – przypomnę trzykrotnego wicemistrza świata w singla w pionierskich czasach przedwojennych. Czy zawsze tradycja, dokonania wielu kochających pingpong ma przegrywać z blichtrem dzisiejszego świata?

A my zapędzeni w kupowaniu następnej deski marki „Andro” lub „Butterfly” zapominamy, że całe dziesięciolecia pewni ludzie grali w tenisa, bo go kochali.

Mając tylu ludzi na etatach w zwiazku może znaleźć osobę, która przybliży nam sztandarowe postacie naszej „pingpongowej” historii? Może warto w kontraktach zawieranych z nastepnymi trenerami kadry umieścić zapis o konieczności pozostawienia po sobie planów, analiz, sprawozdań do wglądu dla następców? Pytania właściwie retoryczne...

10.Wypaczona mentalność zawodników wieku młodzieżowca i początkującego seniora.

Nasza młodzież zadawala się naprawde małymi rzeczami. Przecietnym wynagrodzeniem za grę, używanym autem, swobodą w treningu, mierną polską ligą. Nie szuka nowych wyzwań (czytaj artykuł pt: ”Lucek Błaszczyk - człowiek, zawodnik instytucja” - dział oraz „Krótka analiza” - dział komentarze). Czy ktoś pamięta, że jeszcze niedawno jeden z braci Chmielów był 5 w rankingu juniorów na świecie? Dziś to gwiazda naszej ligi, lecz bez większych szans w konfrontacji z młodszymi gwiazdami młodzieżowego pingponga na świecie. Bo przecież dwa wygrane sety jednego na pro Tour w Warszawie z młodszym Ovtcharoven nikogo nie może zadawalać. Brak odwagi do podjęcia ważnych życiowo decyzji powoduje zastój w rozwoju kariery młodego zawodnika. Chęć trenowania, grania przeciwko najlepszym w Europie jest podstawowym warunkiem dalszego rozwoju. Śledząc kariery młodych czołowych zawodników Europy takich jak Baum, Crisan, Ovtcharov, Suss można zauważyć wiele podobieństw:

- dobry trener prowadzący

- bardzo dobra grupa treningowa

- bardzo silna liga z wieloma zawodnikami z innych krajów – poczynając już od IV ligi niemieckiej można spotkać dużą ilość zawodników zagranicznych lub grających na dobrym poziomie zawodników z Niemiec

- duża ilość startów międzynarodowych

11. Niechęć dzielenia się swoją wiedzą z innymi.

Pokutuje w polskim światku tenisa stołowego pogląd, że nie powinno się dzielić swoją wiedzą. Nic bardziej mylnego!

Bo właściwie dlaczego mam chować, to czego się nauczyłem przed innymi?

Wiele razy mówiąc o swojej pracy drugiej stronie sam się dowiadywałem od rozmówcy ciekawych rzeczy. Tak naprawdę o dobrych wynikach decyduje sposób wykorzystania wiadomości.

Ta sama wiedza jest za każdym razem inaczej wykorzystywana przez różne osoby. W zależności od charakteru, doświadczeń, cech psychicznych trenera, czy zawodnika. Co z tego że pan X będzie teorię w małym palcu jak nie będzie miał podejścia do zawodnika Y?

Tysiące drobnostek decyduje o końcowym sukcesie. I tak naprawdę diabeł tkwi w szczegółach. I dziesięciu ludzi mających te same wiadomości sprzeda je na 10 różnych sposobów. I z różnym skutkiem końcowym.

12. Brak pomysłu na pracę z zawodnikami rozpoczynającymi grę w kategorii seniora.

I nie można wszystkiego tłumaczyć brakiem pieniędzy na tą grupę wiekową. Choć faktem jest, że dotacje państwowe kończą się na wieku juniora. Jest to moment gdzie zawodników powinny przejmować kluby mające stabilną sytuację finansową. Jest to czas, gdzie widzę rolę PZTS – instytucji pomagającej znaleźć klub w Polsce, czy za granicą takim zawodnikom. Jest coś groteskowego, że po 10 latach inwestowania w grupę osób praktycznie z dnia na dzień zostawia się ich samym sobie.

Poza tym chyba PZTS ma (mam nadzieję!) interes, żeby ci zawodnicy się rozwijali. W ostatecznym rozrachunku chodzi przecież o to, byśmy po Lucku Błaszczyku znaleźli następnych olimpijczyków.

13.Brak profesjonalnego menadżera, czy firmy zajmującej się kształtowaniem dobrego wizerunku PZTS.

W dzisiejszych czasach pozytywny wizerunek osoby, firmy, instytucji odgrywa kolosalną rolę.

PZTS jako organizacja społeczna, sportowa, dotowana ze środków budżetowych powinna być przyjaźnie odbierana przez media, kibiców, zawodników i środowisko.

cdn

Zbigniew STEFAŃSKI

źródło: niezależny portal o zawodowym tenisie stołowym www.time-out.pl

(mp)

 

 18 grudnia 2006 - godz. 23:42

 

Rafal KurowskiMoje uwagi na temat upadku popularności tenisa stołowego       

Odnosząc się do komentarza Pana Krzysztofa P. ( pod artykułem Talent w tenisie stołowym) pozwoliłem sobie na napisanie kilku uwag dotyczących upadku wizerunku tenisa stołowego oraz pomysłów jak można temu zaradzić.

To, że wizerunek tenisa stołowego systematycznie upada zauważył chyba każdy. Co gorsze, widać to nawet w najlepszej lidze europejskiej – Bundeslidze. Problemem jest pieniądz, ale niekoniecznie jego brak – tylko krótkowzroczność działaczy, czy to klubowych czy związkowych, w jego wydawaniu.

Nie trzeba kończyć ekonomii, aby wiedzieć, że bez pieniędzy sponsorów nie da się utrzymać klubu. Zapomina się jednak przy tym, że aby sponsor dał pieniądze musi coś dostać w zamian. Działacze myślą zbyt często, że logo sponsora na koszulce jest wystarczającym zadośćuczynieniem. Błąd ten kosztuje nas – całe środowisko tenisa stołowego – bardzo dużo. Chętnych do wykładania pieniędzy na kluby jest coraz mniej, ilość kibiców na hali maleje, a co za tym idzie, maleje ilość potencjalnych odbiorców reklamy. To koło napędza się samo. Mniej kibiców, mniej sponsorów, mniej pieniędzy na lepszych zawodników, słabszy klub, i jeszcze mniejsze zainteresowanie kibiców. Ktoś powie, że Bundesliga ma jednak gwiazdy, które muszą przyciągać kibiców. Niekoniecznie – kibic dzisiaj musi dostać coś więcej niż dobry mecz tenisa stołowego. Kibic musi czuć się ważny. Liderem statystyk w Bundeslidze jest Borussia Duesseldorf. Średnio przychodzi na ich mecz 970 kibiców. Drugi w statystykach klub Timo Bolla z Goennern, ma średnio 810 gości. Jak na najlepszą ligę Europy jest to mało, bardzo mało. Kluby jednak nie myślą przyszłościowo, umowa z firmą, która chciała produkować mecze Bundesligii i publikować je w internecie w 12 krajach nie doszła do skutku, gdyż klubom było szkoda dwóch tysięcy euro rocznie! Zabrakło wyobraźni, że za wydane dwa tysiące euro, ich sponsorzy byliby widoczni w 12 krajach przez ogromną ilość osób. Padały pytania, co my z tego będziemy mieć w najbliższych 3 miesiącach.

U nas jest podobnie. Ta sama firma chciała odkupić prawa do przekazu internetowego z Polish Open. PZTS sprzedał jednak wszystkie prawa, telewizyjne i internetowe TVP, która pokazała mecze z PO w internecie. Niby ok, ale kto o tym wiedział? Nikt! Nie było to w ogóle rozreklamowane. Poza tym dostęp miały tylko osoby mieszkające w Polsce. Kibice w Chinach, czy w innych krajach z pewnością oglądaliby ten Pro Tour. Ale nie mogli. Pomimo wymiany korespondencji z kierownikiem iTVP, nie dostaliśmy grafiku spotkań pokazywanych w internecie, który chcieliśmy opublikować na time-out i zaprzyjaźnionej niemieckiej stronie. Ogółem te relacje na żywo oglądało nie więcej niż kilkaset osób. iTVP nie była również zainteresowana sprzedażą praw innej firmie, pomimo, że oferta obejmowała retransmisję ze spotkań! Inaczej mówiąc iTVP mogła nadawać na żywo, a oprócz tego zarobić pieniądze na sprzedaży praw. Nikt jednak nie był tym zainteresowany, co oddaje niekompetencję ludzi pracujących w spółce skarbu państwa. Niekompetencja i lenistwo są właśnie kolejnymi przyczynami braku zainteresowania szerszych mas tenisem stołowym. Brak wyników na żywo (tzw. Live score, czy Live ticker) na stronie PZTS z największej imprezy tenisowej w kraju jakim był turniej Polish Open jest tego przykładem. Wyniki na żywo były dostępne tylko na stronie ITTF!

Są przykłady, że można inaczej. Klub belgijski z Charleroi umie docenić i sponsorów i kibiców. Największa gwiazda klubu, J-M Saive, zostaje po każdym meczu aby podpisywać kartki, robić zdjęcia z kibicami, udzielać wywiadów, tak długo jak ktoś chce zadawać pytania. Charleroi posiada wspaniałego konferansjera, który zabawia publiczność przed i w przerwach meczu. Działacze klubu dbają dosłownie o każdy szczegół. Jest telewizja, jest radio, jest prasa. To wszystko czyni Charleroi atrakcyjnym miejscem dla potencjalnych sponsorów, którzy za nazwę swojej firmy na jednym płotku gotowi są płacić do pięciu tysięcy euro.

Tego brakuje w Polsce. Brakuje ludzi, którzy będą myśleć przyszłościowo, którzy wydadzą pieniądze na promocję klubu czy drużyny i nie będą liczyć na sukces tej promocji za miesiąc czy dwa. Internet jest przyszłością, jest platformą, w której można wiele osiągnąć relatywnie małym kosztem. Założenie internetu na sali, gdzie rozgrywane są mecze nie jest dużym wydatkiem, znalezienie kogoś kto będzie robił – nawet z meczy ligowych – live ticker również. Live ticker może być pierwszym, małym krokiem ku temu aby np. kiedyś pokazywać mecze na żywo w internecie.

Promocja tenisa stołowego jest nadzieją na odzyskanie blasku przez ten sport. Zaproszenie dziennikarzy na mecze ligowe, rozmowy z telewizją, z portalami internetowymi. Prośba do swoich zawodników, aby poświęcili po meczach parę minut dla kibiców, konkursy wśród publiczności, to wszystko działa jak magnes. Im więcej działacze i zawodnicy dadzą z siebie, tym więcej będzie chętnych aby ich oglądać. A wtedy znaleźć sponsora już łatwiej.

Rafał KUROWSKI

Proszę wpisywać w komentarzach inne Państwa pomysły, być może stworzymy wtedy nowy dział, np. Jak pomóc tenisowi, w którym umieścimy ten artykuł razem z komentarzami, które będzie można cały czas aktualizować. 

źródło: niezależny portal o zawodowym tenisie stołowym www.time-out.pl

(mp)

 

1 grudnia 2006 - godz. 22:19

 

Sentymenty

Cieszę się, że do naszej dyskusji o tenisie stołowym włącza się coraz więcej osób.Był i jest to bowiem główny cel powstania tej strony. Rozmawiając z wieloma osobami związanymi ze środowiskiem tenisa stołowego, nasuwa mi się ostatnio jedna myśl. My ciągle żyjemy sentymentami lat minionych. Wraz z ostatnim medalem Andrzeja Grubby – było to bodajże wicemistrzostwo Europy z Luckiem Błaszczykiem – skończyła się pewna epoka.

Andrzej Grubba, w szczególności z Leszkiem Kucharskim, Stefanem Dryszelem, Andrzejem Jakubowiczem i innymi, byli swoistym fenomenem. Lecz na miarę tamtych czasów. Nieprawdopodobnie utalentowani, w dużej mierze doszli sami do wysokich wyników. I to w czasach, gdzie nie było jeszcze tak rozwiniętej metodyki nauczania, czy teorii sportu. Nie wchodziły też w grę duże pieniądze. Konkurencja nie była aż tak duża. A granice – zamknięte. I poza MŚ, Pucharem Świata i 2-3 turniejami, Europejczycy grali tylko między sobą.

Mam w swoim klubie wielkie nazwiska tamtych lat: Jindrzicha Panskiego i Milana Orlowskiego. Medaliści ME, MŚ, zwycięzcy TOP 12. Trenowali i wychowywali się w podobnych warunkach, co Andrzej z Leszkiem. A techniki uczyli się praktycznie sami mając jednak to, co w sporcie jest towarem bezcennym – głód bycia najlepszym.

To było wyjątkowe pokolenie, które samo musiało sobie przecierać szlaki. Warto żeby pomyśleć o książce z tamtych czasów...

Nie wszystko na pewno należy kopiować od naszych mistrzów. Skatowane stoły, okna, szafki, zdemolowane płotki, nieparlmalentarne wyrażenia i rywalizowanie zabijające koleżeńskie stosunki. Zresztą może to, a także nieumiejętność zachowywania się w stresie nie zaowocowała spektakularnym sukcesem A myślę tu o złotym medalu ME, MŚ, czy Igrzysk Olimpijskich.

Na bazie sukcesów Grubby i Kucharskiego stworzono stacjonarny ośrodek tenisa stołowego w Gdańsku. Lucek Błaszczyk, Tomek Krzeszewski i inni skonsumowali po części sukcesy pionierów polskiego pingponga. Trenowali w nieporównywalnie lepszych warunkach niż ich starsza generacja.Granice się otworzyły. Mieli więc możliwość szybkiego wyjazdu do zawodowych klubów. Wszystko to spowodowało grad medali z imprez rangi mistrzowskiej w kategorii seniorów. I choć ich skala była mniejsza to jednak była!

Bo z kolei jeszcze młodsza generacja zawodników takich jak Bartek Such, Daniel Górak, Jakub Kosowski jeszcze nawet nie powąchała medali z poważnych zawodów. Ale należy się cieszyć, że podjęli próbę pracy w profesjonalnych klubach. I dać im trochę czasu.

Myślmy już teraz o następnych. I wyciągnijmy wnioski z naszych błędów. I przestańmy wierzyć w bajki typu:

1.”Nasi juniorzy i kadeci mają wystarczającą ilość startów w sezonie” – to kompletna bzdura. Obojętnie jaki zawodnik z kadry wojewódzkiej dowolnego landu w Niemczech ma więcej startów międzynarodowych niż kadra Polski. Nie mówiąc już o członkach kadry narodowej Niemiec. Wiem, że pieniądze łożone na tenis w tych dwóch krajach są nieporównywalne. Jednak uważam, że na tych kilku najlepszych muszą się znaleźć.

2.”Nasza extraklasa jest dobra dla zawodników kadry narodowej juniorów i juniorek” Kolejny mit. Przeciwko ilu obrońcom gra w sezonie w naszej lidze Malicki, czy Bąk. Z iloma czołowymi zawodniczkami Europy ma okazję zagrać Partyka, czy Gołota.

3.”Czołówka naszych zawodników powinna trenować w ośrodkach między sobą” – oczywiście, ale pod warunkiem, że jest wystarczająca ilość sparingpatrnerów. I to o różnych stylach gry. A liga musi być tak silna, że zmusza do największego wysiłku czołowe rakiety naszego kraju. A jeśli te warunki nie są spełnione to próbować możliwie jak najcząściej organizować obozy międzynarodowe. Lub zapraszać sparingpartnerów z ościennych krajów.

Z naszymi problemami nie jesteśmy jedyni w Europie. W Czechach jest jeszcze gorzej, nie mówiąc o Węgrzech, czy Szwecji. Rozmawiałem z trenerami i zawodnikami ze Szwecji. Zapatrzono się tam tak mocno w generację Waldnera, Persona, Appelgrena, Linda i innych, że zapomniano o szkoleniu. Sam Waldner, cudowne dziecko pingponga, nigdy nie był przykładem pracy na treningu. Patrząc na niego na sali można się pewnie wiele nauczyć. Ale na pewno nie ciężkiej pracy. Efekt – w Szwecji starsza generacja odchodzi, każda następna coraz słabsza, a najlepsi trenerzy powyjeżdżali. Tak naprawdę całościowy system szkolenia zakończony bardzo silną ligą funkcjonuje tylko w Niemczech, może we Francji. W wielu krajach poszczególne etapy funkcjonują bardzo dobrze, ale tylko do pewnego momentu.

A my zamiast żyć sentymentami lat minionych patrzmy w przyszłość. I uczmy się na błędach własnych i innych. By za 10 lat nie żyć.... sentymentami 26 miejsca na świecie polskiego zawodnika.

Zbigniew STEFAŃSKI

źródło: niezależny portal o zawodowym tenisie stołowym www.time-out.pl

(mp)

 

29 listopada 2006 - godz. 12:29

 

Marek Rzemek: Przegląd wyników wybranych zawodników wrzesień – grudzień 2006

Zawodnik

Miejsce na liście światowej

Węgry EME

Serbia

Pro Tour

Rosja

Pro Tour

Niemcy

Pro Tour

Polska

Pro Tour

Nazwisko

04

05

06

Błaszczyk L.

26

28

26

Jakab

119

-

-

Wosik

65

Crisan

20

Górak D.

134

137

100

-

Bobocica

263

Primorac

25

-

He Zhi Wen

43

Such B.

94

71

99

Zwickl

132

-

-

Hou Ying

29

Freitag

222

Kosowski J.

172

188

184

-

-

Lin Ju

51

Kishikawa

124

Kamal

117

Wang Zeng Yi

141

62

71

Jakab

119

Preslmayer

253

-

Hakansson

87

Robertson

195

Chmiel Paweł

375

315

316

-

Yokoyama

322

Prishchepa

287

Ovtcharov

107

Liventsov

151

 

Nazwiska zawodników wskazują z kim przegrał nasz gracz w danej imprezie (liczby po nazwisku oznaczają miejsce na liście światowej).

Uwagi:

1. Niewykorzystana szansa w meczu z Węgrami -  niespodziewane porażki z młodymi i niżej sklasyfikowanymi zawodnikami.

2. Brak spektakularnych zwycięstw z zawodnikami o wyższym rankingu, a coraz częstsze porażki z graczami o rankingu słabszym. Przykład najbardziej jaskrawy to wyniki Wanga: porażki z Jakabem, Preslmayerem, Hakansonem, Robertsonem w ważnych grach.

3. Przez ostatnie 2 lata nie osiągnęliśmy znaczących awansów na liście światowej ( nie biorę pod uwagę B.L. zajmującego wysoką pozycję). Można zaryzykować twierdzenie, że pojawił się pewien zastój, a to należy uważać za niepokojące.

4. Podkreślanie ważności rankingu światowego związane jest z eliminacjami do IO – dobry ranking znacznie przybliża szansę awansu.

5. Trzy lata temu trenerzy zagraniczni uważali, że mamy najbardziej perspektywiczną młodą drużynę. Obecnie jesteśmy 21 zespołem na świecie. Perspektywy (mocno wierzę) pozostały (ME 2007 przed nami), ale młodsi już nie będziemy.

6. Utalentowany zawodnik młodego pokolenia (Ch.P. – 20 lat) na razie nie wygrywa z zawodnikami z drugiej setki rankingu światowego.

opracował Marek RZEMEK

Podziękowania dla Marka RZEMKA.

 (mp)

 

28 listopada 2006 - godz. 21:58

 

Polemika z Kierownikiem Wyszkolenia panem Markiem Rzemkiem       

Na stronie PZTS-u www.pzts.pl można przeczytać opracowanie pana Rzemka dotyczące występu naszych reprezentantów na Polish Open. Pozwolę sobie na polemikę z tym opracowaniem.

Aby moja polemika była przejrzysta ograniczę się tylko do analizy opracowania dotyczącej trzonu męskiej reprezentacji kraju. Pan Marek Rzemek opisał każdego reprezentanta Polski, odniosę się więc kolejno do poszczególnych graczy.

O Lucjanie Błaszczyku kierownik wyszkolenia napisał:

Błaszczyk L. – z racji rankingu indywidualnego występ bezpośrednio w turnieju głównym, w którym gładko ograł 4-2 Austriaka Henzella W.(145 w światowym rankingu). Następnie pokonał 4-3 Serede P. ze Słowacji (77) Przegrał 1-4 z Crisanem A.(20). Miejsce 9-16 Zawodnik grający dość równo, nie przegrywa ze słabszymi, ale notuje mało zwycięstw z graczami o wyższym rankingu.

Lucjan Błaszczyk zajmuje aktualnie 26 miejsce w rankingu światowym. To wysoko, nawet bardzo. Owszem, Lucek jest w stanie być minimalnie wyżej, ale nie zapominajmy, że w sytuacji, kiedy numerem 19 jest Kong Linghui, awans do pierwszej 20 rankingu byłby dla Lucka bardzo dużym sukcesem. Wygrana z Australijczykiem ( nie Austriakiem!) i Słowakiem to „obowiązek” Błaszczyka, natomiast porażka z Crisanem, zawodnikiem nieprzewidywalnym, zamykającym drugą dziesiątkę rankingu światowego, nie jest tragedią. Dziwi mnie druga część ostatniego zdania pana Rzemka, że „notuje mało zwycięstw z graczami o wyższym rankingu”. Lucek ograł w tym sezonie już : wspomnianego Crisana (20), Korbela (22), Kreangę (13!), Chen Weixinga (9!), pół roku temu na DMŚ ograł Schlagera (11!). To jest mało zwycięstw z graczami o wyższym rankingu? Dla mnie nie.

O Wang Zeng Yi pan Rzemek pisze:

Wang Zeng Yi (71) – start bezpośrednio w turnieju głównym. Porażka 3-4 z Walijczykiem Robertsonem A. (195). Miejsce 33-64. Duży zawód jeżeli chodzi o wynik oraz styl gry. Mało agresywny, za słabo biegający, mało dokładny. Zawodnik od kilku turniejów nie mogący wygrać spektakularnego pojedynku.

Nie byłem obecny na turnieju, nie mogę oceniać, czy Wang był za mało agresywny, słabo biegał i był mało dokładny. Rozumiem, że kierownik wyszkolenia przeanalizował każdy pojedynek Wanga, a nie wyciągnął wniosków co do jego dokładności i agresywności po np. jednym pojedynku. Ostatnie zdanie znów jest dziwne. Wang ograł w tym sezonie takich zawodników jak : Franz (59), Grujic (47), Chila (33). Miał rzeczywiście słabszy okres, tutaj nie ma wątpliwości. Wygranie debla razem z Luckiem w Warszawie, nie było jednak spowodowane dobrą grą tylko Lucka, ale Wanga też, co Błaszczyk w wywiadach podkreślał. Można mieć pretensje o słabszą postawę Wanga, ale po wygranej przed kilkoma dniami z Patrickiem Chila, wierzymy, że kryzys minął. Dla mnie zwycięstwo nad 33 zawodnikiem jest wyczynem spektakularnym.

O Danielu Góraku jest napisane w podsumowaniu:

Górak D. (100) – start w eliminacjach do turnieju głównego, w których wygrał 4-1 z Białorusinem Kuchukiem A. (422) i Paykovem M. (548) z Rosji. W decydującej grze wygrał 4-3 z Japończykiem Mizutani J. (96). W turnieju głównym uległ 3-4 Hiszpanowi He Zhi Wen (43) i zajął miejsce 33-64. Zagrał na swoim poziomie, choć oczekiwania były trochę większe. Momentami spóźniony do akcji, zauważany czasem jest brak dynamiki.

Tutaj zgadzam się z panem Rzemkiem. Po Danielu możemy spodziewać się wszystkiego. Jest w stanie ograć absolutną czołówkę, i przegrać z niżej notowanymi. Ogrywał w tym sezonie takich zawodników jak: Plachy (83), Liu Song (79), Karlsson (32).

O Bartku Suchu można się dowiedzieć:

Such Bartosz (98) wygrał w eliminacjach z Rosjaninem Tachalovem A.(426) 4-1 oraz Baltruschką D.(549) 4-2. W grze o awans do turnieju głównego przegrał z Freitasem M. (222) 3-4. Mimo optycznie poprawnej gry zawodnik bez sukcesów , zaczynający ponosić porażki ze słabszymi ( w rankingu światowym) od siebie. Gra zbyt statycznie , czasami nie nadążając za akcją.

W tym miejscu znów wyrażę nadzieję, że pan Rzemek przeanalizował więcej niż jeden mecz Bartka aby ocenić, że jego gra jest zbyt statyczna i nie nadążająca za akcją. Zdanie, że Bartek zaczyna ponosić porażki ze słabszymi od siebie jest w odniesieniu do tenisa stołowego czymś kuriozalnym. W tak technicznej grze jaką jest tenis stołowy, nie da się zawsze wygrywać z niżej notowanymi od siebie. Składa się na to mnóstwo czynników, których tutaj nie przytoczę, ufając, że kierownik wyszkolenia o nich wie. Brak porażek z niżej notowanymi od siebie implikuje, że ranking światowy nie ma sensu, skoro nikt nie powinien przegrywać ze słabszymi. Czyli Wang Liqin – zawodnik numer jeden na liście światowej nie ma prawa przegrać gry! „Zawodnik bez sukcesów”, czyli wygrane z : Seredą (77), Grujicem (47), bilans 5-2 w Bundeslidze nie są sukcesem w oczach pana Rzemka.

O Jakubie Kosowskim: Kosowski Jakub (180) przegrał w eliminacjach z Hanakiem M. ( - ) z Czech 2-4, a następnie pokonał 4-1 Żmudenkę J. (294 ) z Ukrainy. W grze o awans do turnieju głównego przegrał 4-2 z Kamalem A.(117 ) z Indii. Znów nie udało się wygrać awansu do turnieju głównego.

Mimo, momentami, gry w dobrym tempie zawodnik mający zbyt delikatne uderzenia. Zgadzam się, że Jakub gra „delikatnie”. Trening w Duesseldorfie powinien to zmienić, a bilans 6-6 w Bundeslidze jest przykładem, że Kuba jest na dobrej drodze.

Pan Rzemek napisał też kilka uwag ogólnych:

Uwagi ogólne 1. Wyraźnie odstajemy od zawodników czołówki tempem gry oraz szybkością akcji szczególnie w kontrataku. Wiązałbym to z niewłaściwym rozłożeniem akcentów treningowych (szybkość specjalna) oraz przygotowaniem siłowym.

Uwaga o odstawaniu od czołówki szybkością może odnosić się do części reprezentantów, ale raczej nie do Lucka. Szybkość specjalna oraz przygotowanie siłowe są bardzo ważne, stoją jednak z fizjologicznego punktu widzenia, na dwóch biegunach. Na przygotowaniu wytrzymałościowym można budować cechy szybkościowe. Ale trzeba to robić przed sezonem. W trakcie sezonu podszkolenie treningu siłowego będzie wiązało się z utratą szybkości, a poprawienie szybkości odbije się na masie mięśniowej. Dlatego oba aspekty muszą być prowadzone długofalowo, przed sezonem.

2. Przegrywamy końcówki co może świadczyć o błędach taktycznych (zbytnia pasywność w decydujących momentach) oraz braku pewności siebie. (pięciu zawodników grupy olimpijskiej grało 15 końcówek – dla uproszczenia przyjmijmy że jest to wynik 10:10 – i wygrało tylko 4 !!!

To fakt. Bardziej niż na błędy taktyczne, zwróciłbym uwagę na psychikę zawodnika, bo to ona decyduje czy jesteśmy pasywni lub pewni siebie.

3. Nie możemy pochwalić się spektakularnymi wygranymi z zawodnikami czołówki, a zaczynają pojawiać się porażki z graczami słabszymi. Wydaje się, że część podstawowych reprezentantów powinna zwiększyć ilość treningów, a ograniczyć starty.

Na pierwszą część odpowiedziałem, pisząc już o poszczególnych zawodnikach. Druga część znowu mnie zdumiewa. Nie wiem jak reszta kadry, ale w/w zawodnicy trenują tyle, że zwiększenie im ilości treningów wpędzi ich w taki dołek fizyczny, że będzie im ciężko z tego wyjść. O syndromie przetrenowania pisałem w dziale PORADNIK. Co do ograniczenia startów to Zbyszek nie raz już pisał, jak ważne są starty. Zbyszek oraz inni trenerzy, podkreślają jak ważne dla zawodników są starty. Zwiększenie treningów, przy jednoczesnym zmniejszeniu startów międzynarodowych miałoby fatalne skutki: Zawodnicy byliby przemęczeni, bez pewności siebie – tego nabiera się grając w turniejach – na niższych pozycjach rankingowych.

W opracowaniu nie ma ani jednego słowa o wygraniu przez Polaków gry podwójnej. Tak duży sukces, wyczekiwany od kilku lat, a w podsumowaniu ani słowa. Szkoda, że PZTS nie potrafi takiego sukcesu wypromować medialnie. Kiedy mają przyjść sponsorzy, jeśli taki sukces jest przemilczany? Chyba, że PZTS nie potrzebuje dodatkowych pieniędzy. Szkoda, bo wygranie przez Polaków kolejnego Pro Touru może kazać na siebie długo czekać.

Rafał KUROWSKI

źródło: niezależny portal o zawodowym tenisie stołowym www.time-out.pl

(mp)

 

27 listopada 2006 - godz. 21:39

 

Marek Rzemek: Podsumowanie startu w Polish Open   

„Wyraźnie odstajemy od zawodników czołówki tempem gry oraz szybkością akcji szczególnie w kontrataku. Wiązałbym to z niewłaściwym rozłożeniem akcentów treningowych (szybkość specjalna) oraz przygotowaniem siłowym.” – pisze Kierownik Wyszkolenia Marek Rzemek w swoim opracowaniu podsumowującym start polskich zawodników w Polish Open

przeczytaj materiał Marka RZEMKA

źródło: Polski Związek Tenisa Stołowego

(mp)

 

8 listopada 2006 - godz. 23:31

 

Konferencja prasowa PZTS   

„Po raz piąty udaje nam się zorganizować duży turniej tenisa stołowego. Po organizacji każdego turnieju otrzymujemy miłe słowa od władz ITTF-u. Miejmy nadzieję, że i w tym roku tak będzie.” – tymi słowami Prezes PZTS Jerzy Dachowski rozpoczął konferencję prasową w całości poświęconą sprawom zbliżającego się Pro Touru w Polsce (Torwar, 15-19 listopada).

Prowadzącym konferencję był Piotr Dębowski, a z ramienia Związku w konferencji udział wzięli – Prezes J. Dachowski, wiceprezes ds. sportowych Wojciech Waldowski, wiceprezes ds. organizacyjnych Marek Wnuk oraz Kierownik Wyszkolenia Marek Rzemek. Szanse Polaków ocenił ten ostatni. „Spodziewam się 2 wyników – ćwierćfinału Lucjana Błaszczyka w singlu i w deblu oraz ćwierćfinału singla w wykonaniu Xu Jie.” – powiedział Marek Rzemek.

Prezentacja multimedialna przygotowana przez Ireneusza Kanabrodzkiego.

Lista grup zorganizowanych.

Zaproszenie dla grup – ankieta.

 Krzysztof BLUJ; foto: Ireneusz KANABRODZKI

źródło: Polski Związek Tenisa Stołowego

(mp)

 

26 października 2006 - godz. 0:26

 

Statut PZTS  

Dzięki uprzejmości Pana Marka WNUKA Wiceprezesa ds. Organizacyjnych Polskiego Związku Tenisa Stołowego na oficjalnej stronie PZTS pojawił się Statut Polskiego Związku Tenisa Stołowego.

przeczytaj: Statut Polskiego Związku Tenisa Stołowego

(mp)

 

18 października 2006 - godz. 14:25

 

Ministerstwo potwierdziło nasze zarzuty

Szopka na stole

 

KALENDARIUM:

- 5.12.2005 Pingpong.com.pl publikuje informacje, że Andro będzie sponsorem sprzętowym PZTS. Związek zaprzecza.

- 15.12.2005 Andro zostaje sponsorem związku.

- 20.12.2005 Ujawniamy, że o wyborze Andro zadecydował głos prezesa Waldowskiego.

- 21.12.2005 Sprawę obiecuje zbadać ministerstwo sportu.

- 11.1.2006 Początek kontroli ministerstwa.

- 30.3.2006 Ministerstwo opuszcza związek.

- 13.7.2006 PZTS otrzymuje „Wystąpienie pokontrolne”, w którym wnosi o unieważnienie przetargu.

- 9.8.2006 Związek unieważnia przetarg i... wybiera ponownie firmę Andro na sponsora sprzętowego.

Odkąd karierę skończył nieżyjący już Andrzej Grubba, o sukcesach Polaków możemy tylko pomarzyć. Za to działacze zbliżają się do krajowej „czołówki”. Ba! Załatwiania pewnych spraw mogliby się od nich uczyć panowie z PZPN czy PZN...

W grudniu ubiegłego roku opisywaliśmy kulisy przetargu, czy jak upierali się działacze – „konkursu ofert”, na sponsora sprzętowego Polskiego Związku Tenisa Stołowego. Wygrała go firma Andro (vel Schöler+Micke, która zajmuje się dystrybucją sprzętu Andro). Okazało się, że to nie było żadną niespodzianką, bo część głosujących, a wśród nich wiceprezes związku (wówczas pełniący obowiązki prezesa) Wojciech Waldowski robi interesy właśnie z Andro...

– Nigdy nie byłem przedstawicielem firmy Andro w Polsce – zastrzegał jednak Waldowski, dodając przy tym, że handluje i produkuje sprzęt dla wspomnianej firmy. Zdaniem wiceprezesa nie miało to jednak żadnego wpływu na to, jak głosował i z kim związek podpisze kontrakt. Kontrakt warty dziesiątki tysięcy złotych...

Działacze się wstydzili?

Od kilku dni znamy jednak treść raportu ministerstwa sportu po kontroli w pingpongowej centrali. „Z oświadczeń podpisanych na prośbę kontrolerów wynika, że trzech członków zarządu, w tym wiceprezes Wojciech Waldowski, biorących udział w głosowaniu pozostawało w kontaktach handlowych z zainteresowanymi firmami. (...) Stanowi to podstawę do unieważnienia zawartej umowy, czego może zażądać uczestnik albo organizator przetargu” – czytamy w raporcie. To jednak nie koniec, bo w dalszej części pisma ministerstwo „wnosi o uchylenie uchwały podjętej w dniu 15 grudnia 2005 roku w sprawie wyboru Schöler+Micke na sponsora sprzętowego związku w latach 2006–2008”.

Co ciekawe, raport został przesłany do związku w lipcu, ale działacze, którzy wcześniej twierdzili, że są spokojni o wyniki kontroli, nie mieli ochoty zamieścić nawet wzmianki na ten temat na swojej stronie internetowej.

Na 9 sierpnia zwołali za to posiedzenie zarządu, podczas którego „realizowano zalecenia pokontrolne ministerstwa sportu”. Jak tego dokonali? – To było prawdziwe mistrzostwo świata. Najpierw przegłosowano uchylenie uchwały w sprawie wyboru Andro na sponsora, a później, w drugim głosowaniu wybrano znowu Andro – zdradza nam człowiek związany z pingpongową centralą i dodaje: – To są ludzie, którym nigdy nie jest głupio.

Niesmak pozostał

– To była najlepsza oferta – zarzekał się od początku Waldowski i być może miał rację. Niesmak jednak pozostał, a sprawę można było przeprowadzić w mniej kontrowersyjny sposób. Wystarczyło, aby pan Waldowski zdecydował, czy woli być biznesmenem czy działaczem. Tylko i aż tyle...

Kamil WOLNICKI

źródło: Przegląd Sportowy nr 244 (14589) z dnia 18 października 2006 roku

(mp)

 

10 października 2006 - godz. 20:54

 

A jednak nieprawidłowości były …    

Poniżej krótki poradnik dla młodych ludzi jak w Polsce robi się interesy w tenisie stołowym…

MINISTER SPORTU

Tomasz Lipiec

DPK/3691/PD/06

Warszawa. 2006.07.13

Pan

Jerzy DACHOWSKI

Prezes

Polskiego Związku Tenisa Stołowego

WYSTĄPIENIE POKONTROLNE

Na podstawie art. 18 ust. 2 pkt 3 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o sporcie kwalifikowanym (Dz. U. Nr 155 poz. 1198 ze zm.) Ministerstwo Sportu skontrolowało w Polskim Związku Tenisa Stołowego prawidłowość przeprowadzenia konkursu ofert na sponsora sprzętowego na lata 2006-2008.

W związku z kontrolą, której wyniki przedstawione zostały w protokole kontroli, podpisanym w dniu 4 lipca 2006 roku, Ministerstwo Sportu stosownie do art. 22 ust. 1 i 2 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o sporcie kwalifikowanym przekazuje Panu Prezesowi niniejsze wystąpienie pokontrolne.

Zarząd Polskiego Związku Tenisa Stołowego miał suwerenne prawo wybrać bezpośrednio sponsora sprzętowego, co miało wcześniej miejsce w przypadku firmy Butterfly.

Zawarcie umowy między dwoma podmiotami ma charakter cywilnoprawny, a więc powinny być do nich stosowane przepisy kodeksu cywilnego. Art. 70/1 § l KC mówi, że umowa może być zawarta w drodze aukcji lub przetargu. W art. 70/1 § 2 KC określono, że w ogłoszeniu aukcji albo przetargu należy określić czas, miejsce, przedmiot oraz warunki aukcji albo przetargu lub wskazać warunki ich udostępnienia. Tak więc procedura obrana przez Zarząd Polskiego Związku Tenisa Stołowego spełniała wszystkie przesłanki uznania jej za przetarg.

Zarząd przyjął założenie, że w postępowaniu przetargowym (konkursowym jak twierdzą działacze) będą brały udział jedynie osoby bezstronne, niezwiązane z zainteresowanymi firmami i dlatego od członków komisji konkursowej wymagano podpisania odpowiednich oświadczeń. Komisja konkursowa nie wypełniła jednak swojego zadania, co stwierdza Komisja Rewizyjna w swym protokole z dnia 28 grudnia 2005 roku, przedstawiając Zarządowi dwie oferty i przesuwając na Zarząd decyzję o wyborze zwycięzcy.

W głosowaniu tajnym Zarząd Związku stosunkiem głosów 7:5 wybrał firmę Scholer-Micke. W wyniku głosowania Zarząd podjął w dniu 15 grudnia 2005 roku uchwałę, że sponsorem sprzętowym na lata 2006 - 2008 została firma Scholer-Micke.

Z oświadczeń podpisanych na prośbę kontrolerów wynika, że trzech członków Zarządu, w tym wiceprezes Związku Wojciech Waldowski, biorących udział w głosowaniu pozostawało w kontaktach handlowych z zainteresowanymi firmami, co może budzić wątpliwości co do ich bezstronności.

Należy stwierdzić, że w ten sposób doszło do naruszenia dobrych obyczajów, o których mowa w art. 70/5 § 1 KC. Stanowi to podstawę do unieważnienia zawartej umowy, czego może zażądać organizator oraz uczestnik przetargu.

Informując Pana Prezesa o ustaleniach kontroli oraz przedstawiając wynikające z tych ustaleń oceny i uwagi Ministerstwo Sportu wnosi o uchylenie uchwały podjętej w dniu 15 grudnia 2005 roku w sprawie wyboru Scholer-Micke na sponsora sprzętowego Związku na lata 2006 - 2008 i doprowadzenie do stanu zgodnego z prawem.

Ministerstwo Sportu oczekuje przedstawienia przez Pana Prezesa w terminie 30 dni od dnia otrzymania niniejszego wystąpienia pokontrolnego, informacji o sposobie wykorzystania zawartych w nim uwag i wykonania wniosku lub o przyczynach niepodjęcia takich działań.

podpis nieczytelny

I na koniec fragment protokołu posiedzenia Zarządu w dniu 09.08.2006:

(…)

III. Realizacja zaleceń pokontrolnych Ministra Sportu w związku z kontrolą przeprowadzoną w Polskim Związku Tenisa Stołowego od 29.05-19.06.2006 w ramach prawidłowości procedury wyłonienia sponsora sprzętowego dla Związku na lata 2006-2008.

Prezes Jerzy Dachowski na początku dyskusji przypomniał jakich uchybień dopatrzyli się kontrolerzy Ministerstwa Sportu w trakcie konkursu ofert na sponsora sprzętowego PZTS. Błędem było to. że na posiedzeniu w dniu 15.12.2005 Zarząd głosował nad dwoma ofertami, zamiast przyjąć jedną wybraną przez Komisję ofertę. Wynikało to z niedopatrzenia komisji konkursowej, która poddała pod głosowanie właśnie dwie oferty, zamiast jednoznacznie wskazać najlepszą według niej ofertę i poddać do wiadomości Zarządu.

W związku z tymi uchybieniami Ministerstwo Sportu zaleciło, aby uchylić uchwałę powziętą w dniu 15.11.2006 w sprawie wyboru firmy Schoeler+Micke na sponsora sprzętowego PZTS i rozwiązać umowę z firmą.

Zarząd po wysłuchaniu Prezesa Związku uzupełnionego dyskusją postanowił bezpośrednio wybrać firmę Schoeler+Micke na sponsora sprzętowego PZTS.

Zarząd 6 głosami .,za" i 2 "wstrzymującymi się" przyjął Uchwałę nr 1 w sprawie uchylenia uchwały z dnia 15.12.2006 w sprawie wyboru firmy Schoeler+Micke na sponsora sprzętowego PZTS i unieważnienie kontraktu z firmą.

Wstrzymujący się - Wojciech Waldowski, Józef Jagiełowicz.

Zarząd przyjął Uchwałę nr 2 w sprawie wyboru firmy Schoeler+Micke na sponsora sprzętowego PZTS na lata 2006- 2008. VI głosowaniu udział wzięło 8 członków - 6 było "za", 2 wstrzymało się od głosu.

Wstrzymujący się - Wojciech Waldowski, Józef Jagiełowicz.

 

źródło własne

przeczytaj całą historię nieprawidłowości

Marek Przybyłowicz

 

19 września 2006 - godz. 19:56

 

Zarząd PZTS utrzymał wynik meczu Dartom - Odra

Zarząd Polskiego Związku Tenisa Stołowego (PZTS) utrzymał wynik meczu pierwszej kolejki ekstraklasy pomiędzy zespołami: Dartom Intar Tur Bogoria Grodzisk Mazowiecki i Odra Głoska Księginice. Goście wygrali spotkanie 4:1.

Po meczu gospodarze - Dartom złożyli protest do PZTS. Drużyna z Mazowsza zakwestionowała badania lekarskie zawodników mistrza Polski. Okazało się bowiem, że pingpongiście z Dolnego Śląska nie wykonali badań w przychodni o profilu sportowym, a jedynie u lekarza rodzinnego.

"Zarząd Polskiego Związku Tenisa Stołowego utrzymał wynik uzyskany przy stole - 4:1 na naszą korzyść - poinformował PAP prezes Odry Jerzy Wieczorek. - Uznał, iż badania z przychodni sportowo-lekarskiej powinni mieć tylko zawodnicy do lat 21. W tym meczu w naszym zespole nie wystąpił żaden pingpongista poniżej tego wieku. Zgłoszony był młodziutki Piotr Chodorski, ale nie zagrał" - dodał wójt gminy Miękinia, Jerzy Wieczorek. /PAP/

Paweł GĄSIORSKI

źródło: Polski Magazyn Tenisa Stołowego

 (mp)

 

15 września 2006 - godz. 23:49

 

Wytyczne dotyczące badań lekarskich   

Jednym z punktów obrad Zarządu w dniu 14 września była kwestia obowiązkowego posiadania badań lekarskich z przychodni sportowej lub przez lekarza sportowego przez zawodników posiadających aktualne licencje PZTS. Zarząd podjął się interpretacji punktu 1.3.2 Regulaminu Rozgrywek mówiącego, że warunkiem dopuszczenia do rozgrywek jest „posiadanie ważnego badania lekarskiego, określającego zdolność do udziału w zawodach na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 22.12.2004 (Dz.U. Nr 282 poz. 2815). Badania lekarskie będą honorowane tylko po przeprowadzeniu ich w Poradni Sportowo-Lekarskiej lub przez lekarza z uprawnieniami do prowadzenia badań lekarskich sportowców.” . Poniżej przedstawiamy krótkie wyjaśnienie tego punktu wraz z obowiązującą interpretacją do końca bieżącego sezonu rozgrywkowego.

Punkt 1.3.2 Regulaminu odwołuje się do Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 22.12.2004, które to nakłada obowiązek posiadania ważnego badania lekarskiego wydanego przez lekarza specjalistę w dziedzinie medycyny sportowej lub przez Przychodnię Sportowo-Lekarską tylko i wyłącznie w stosunku do dzieci i młodzieży, którzy nie ukończyli 21 roku życia. W przypadku zawodników powyżej 21 roku życia obowiązują także badania wykonane przez lekarzy specjalistów medycyny sportowej lub w przypadku ich braku przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

Zawodnicy, kluby i sędziowie powinni przyjąć tą interpretację jako obowiązującą w sezonie rozgrywkowym 2006/2007 lub do czasu nowych rozporządzeń Ministerstwa Sportu.

Krzysztof BLUJ

źródło: Polski Związek Tenisa Stołowego

 (mp)

 

14 września 2006 - godz. 22:28

 

Badania lekarskie – czuły temat…

W najbliższy weekend rozegrane zostaną I Wojewódzkie Turnieje Klasyfikacyjne Młodziczek, Młodzików, Seniorek i Seniorów, zbliża się inauguracja rozgrywek drużynowych organizowanych przez Mazowiecki Okręgowy Związek Tenisa Stołowego.

Myślę, iż warto poszerzyć swoją wiedzę w zakresie problematyki badań lekarskich sportowców. Proponuję zapoznanie się z poniższymi dokumentami:

- Regulamin Rozgrywek Polskiego Związku Tenisa Stołowego na sezon 2006/2007;

- Regulamin Rozgrywek Mazowieckiego Okręgowego Związku Tenisa Stołowego na sezon 2006/2007;

- Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 22 grudnia 2004 r. w sprawie zakresu koniecznych badań lekarskich oraz częstotliwości ich przeprowadzania w stosunku do dzieci i młodzieży do ukończenia 21. roku życia, ubiegających się o przyznanie licencji albo posiadających licencję na amatorskie uprawianie określonej dyscypliny sportu (Dz.U. 2004 nr 282 poz. 2815);

- druki Karty Zdrowia Sportowca.

Miłej lektury !

Marek PRZYBYŁOWICZ

 

12 września 2006 - godz. 23:47

 

Błąd sędziego? czy "lepsze" traktowanie mistrza Polski?

W swoim pierwszym ligowym meczu w tym sezonie, drużynowy mistrz Polski – LKS Odra Głoska Księginice – odniósł pewne zwycięstwo z zespołem DARTOM INTAR TUR BOGORIA Grodzisk Mazowiecki, wygrywając 4:1. Jednak to nie gra wzbudziła najwięcej emocji, a decyzja jaką podjął młody sędzia, Bartłomiej Zawada.

Zgodnie z nowym regulaminem Polskiego Związku Tenisa Stołowego, który mówi:

"1.3.2 posiadanie ważnego badania lekarskiego, określającego zdolność do udziału w zawodach na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 22.12.2004 (Dz.U. Nr 282 poz. 2815). Badania lekarskie będą honorowane tylko po przeprowadzeniu ich w Poradni Sportowo-lekarskiej lub przez lekarza z uprawnieniami do prowadzenia badań lekarskich sportowców"; każdy zawodnik chcąc brać udział w rozgrywkach tenisa stołowego, musi mieć badania lekarskie przeprowadzone przez lekarza sportowego. Jednak w meczu DARTOM INTAR TUR BOGORIA Grodzisk Mazowiecki a LKS ODRA Głoska tylko jedna drużyna zastosowała się do nowego regulaminu Polskiego Związku Tenisa Stołowego. Był to DARTOM TUR BOGORIA, którego zawodnicy posiadali badania ze specjalistycznej poradni sportowej. Aktualny drużynowy mistrz Polski, LKS ODRA Głoska Księginice przyjechał do Grodziska Mazowieckiego z badaniami zrobionymi przez normalnego lekarza, nie posiadającego uprawnień do przeprowadzenia badań lekarskich sportowców. To oznacza, że sędzia spotkania, Bartłomiej Zawada nie powinien dopuścić drużyny mistrza Polski do meczu. Jednak stało się inaczej, czym został złamany regulamin PZTS.

Sędzia Bartłomiej Zawada opisał całą sytuację w protokole, a po złożonym odwołaniu przez drużynę z Grodziska Mazowieckiego całą sytuacją zajmie się Zarząd PZTS. – Wiem o całej sprawie, jednak nic nie mogę powiedzieć, gdyż nie posiadam wszystkich dokumentów i opinii sędziego. Sprawą zajmiemy się w czwartek, czyli na najbliższym posiedzeniu Zarządu PZTS – powiedział Sylwester Małecki, szef WGiD. – Jeżeli sędzia rzeczywiście dopuścił się złamania przepisów, to moim zdaniem powinny zostać wyciągnięte konsekwencje, jednak tym zajmuje się kolegium sędziów PZTS, czyli Piotr Pielaciński – dodał Małecki.

– Ze sportowego punktu widzenia jestem zadowolony z meczu, natomiast musimy przestrzegać przepisów. Zgodnie z regulaminem PZTS i rozporządzeniem Ministra Zdrowia, każdy zawodnik musi mieć badania od lekarza sportowego. Zawodnicy Odry takich badań nie mieli, więc nie powinni zostać dopuszczeni do meczu. Graliśmy dla licznie zgromadzonych kibiców, jednak mam nadzieję, że PZTS będzie przestrzegać swojego regulaminu i moje odwołanie będzie pozytywnie rozpatrzone – powiedział prezes DARTOM INTAR TUR BOGORIA Grodzisk Mazowiecki, Dariusz Szumacher.

Komentarz redakcji

Gdyby Polski Związek Tenisa Stołowego nie przyznał walkowera drużynie z Grodziska Mazowieckiego, to by oznaczało, że zespół LKS Odra Głoska jest inaczej (czytaj lepiej) traktowany niż wszyscy. Nie możemy do tego dopuścić, by ktoś łamał regulamin, tym bardziej, że sprawa badań lekarskich była poruszana od kilku miesięcy. Co do sędziego Zawady, dajmy mu jeszcze jedną szansę. Jest młodym, zdolnym arbitrem, każdy mógł popełnić taki błąd. Tylko pozostaje nadzieja, że podczas następnego spotkania, które będzie sędziować, nie złamie regulaminu Polskiego Związku Tenisa Stołowego.

DARTOM INTAR TUR BOGORIA Grodzisk Mazowiecki - LKS ODRA Głoska 1:4

Artur Daniel - Marcin Kusiński 3:0 (11:8, 11:6, 11:8)

Jakub Perek - Wang Zeng Yi 1:3 (5:11, 7:11, 11:5, 3:11)

Krzysztof Kaczmarek - Tang Yu 1:3 (5:11, 15:13, 1:11, 5:11)

Artur Daniel - Wang Zeng Yi 1:3 (11:9, 6:11, 12:14, 8:11)

Daniel/Kaczmarek - Zeng Yi/Yu 1:3 (9:11, 5:11, 11:6, 9:11)

Paweł GĄSIORSKI

źródło: Polski Magazyn Tenisa Stołowego

 (mp)

 

16 lipca 2006 - godz. 11:06

 

Wchodzi w życie program "Andro - Trener"   

Polski Związek Tenisa Stołowego w ramach realizacji wsparcia dla najlepszych trenerów grup dziecięcych i młodzieżowych uruchomił program „Andro – Trener”. Program ten, jako ogólny projekt pomocowo – motywujący został zatwierdzony na posiedzeniu Zarządu w dniu 30.06.2006r.

Program zostanie uruchomiony już we wrześniu bieżącego roku. Dla 5-ciu najlepszych trenerów według m.in. klasyfikacji klubowej sportu dzieci i młodzieży do końca roku przekazana zostanie kwota ok. 20 tys. zł.

„Jest to ewenement w skali kraju, bo do tej pory nikt czegoś takiego nie proponował. Program będzie finansowany ze środków otrzymanych z firmy "s&m-andro". W przyszłym roku zamierzamy wspierać większą grupę trenerów. Decydujące przy nominacji będą rankingi współzawodnictwa dzieci i młodzieży. Chodzi o to, aby w pierwszej kolejności wspierać trenerów, którzy prowadzą szkolenie w najmłodszych grupach wiekowych. Kandydatury na Zarząd PZTS będą przygotowywane przez Wydział Szkolenia z opinią Rady Trenerów.” – poinformował pilotujący program „Andro – trener” wiceprezes PZTS Wojciech Waldowski.

Krzysztof BLUJ

źródło: Polski Związek Tenisa Stołowego

Komentarz

Z nieoficjalnych źródeł zbliżonych do najwyższych czynników w Polskim Związku Tenisa Stołowego nadchodzą następne, równie wspaniałe wiadomości o uruchomieniu kolejnego programu „super – prezes”. Dla najlepszego z prezesów przekazana zostanie kwota ok. 100 tys.  zł. 

„Jest to ewenement w skali kraju, bo do tej pory nikt czegoś takiego nie proponował. Program będzie finansowany ze środków otrzymanych z różnych firm. W przyszłym roku zamierzamy wspierać większą grupę prezesów. Decydujące przy nominacji będą rankingi współzawodnictwa prezesów i działaczy. Chodzi o to, aby w pierwszej kolejności wspierać finansowo prezesów, którzy prowadzą interesy we wszystkich grupach wiekowych. Kandydatury na „Super – Prezesa” będą przygotowywane przez prezesów z opinią Rady Prezesów.” – poinformował pilotujący program „super – prezes” jeden z prezesów.

J Marek Przybyłowicz

 

25 czerwca 2006 - godz. 19.42

 

Wojciech Waldowski jest powiązany z firmą Andro – fakty!

Od 7 miesięcy próbuję dowieść, że wiceprezes Polskiego Związku Tenisa Stołowego, Wojciech Waldowski jest związany z firmą Andro. Dochodzi do mnie bardzo dużo sygnałów, że Waldowski jest przedstawicielem, partnerem, czy czymś pokrewnym dla tej niemieckiej firmy. 

Całe środowisko doskonale o tym wie, że Waldowski jest powiązany z firmą Andro. Mało kto chce o tym mówić. Niedawno przeprowadziłem wywiad z Pauliną Narkiewicz, który wywołał sporo kontrowersji. Po kilkunastu dniach od wywiadu, dowiaduję się, że Paulina "przymusowo" podpisuje tzw. lojalkę wobec obecnego wiceprezesa, w której zaprzecza prawie wszystkiemu, co mówiła na temat Waldowskiego. Tak naprawdę nie wiem ile jest w tym prawdy, ale nachodzi mnie takie pytanie. Dlaczego Narkiewicz to podpisała? Czy miał na to jakiś wpływ Wojciech Waldowski? Co się stało podczas tych kilkunastu dni, że Paulina zmienia zdanie?

Kolejny faktem w sprawie Wojciecha Waldowskiego i firmy Andro jest informacja zamieszczona na oficjalnej stronie tej firmy w Niemczech, która zawiadamia nas o tym, że w Polsce mamy dwóch przedstawicieli/partnerów firmy Andro:

AGA-SPORT

V. Waldowski

Ul. Kaszubska 25

44-100 Gliwice

POLAND

Tel.: ++48-323354041

Fax: ++48-323316979

E-Mail: agasport@tenis-stolowy.com.pl

Homepage: www.andro.pl

oraz

TOP-SPORT

Borowska 1

50-529 Wroclaw

POLAND

Tel.: ++48-713673651

Fax: ++48-713673651

E-Mail: topsport@tenis-stolowy.com.pl

Homepage: www.andro.pl

Źródło: http://andro.de/de/bezugsquellen.php

A oto screen ze strony, który potwierdza współpracę Waldowskiego z Andro

 Skoro według Waldowskiego nikt w Polsce nie ma przedstawicielstwa tej firmy, to dlaczego domena andro.pl jest zarejestrowana na firmę Aga-Sport? Oto informacja o w/w domenie:

nazwa domeny: andro.pl

id abonenta: dinf0dryi01zf (FIRMOWA)

serwery nazw: ns1.hostbank.com.pl.[66.98.216.82]

ns2.hostbank.com.pl.[66.98.216.207]

utworzona: 2001.12.22

ostatnia modyfikacja: 2005.12.07

registrar: Dinfo Systemy Internetowe

ul. Mostowa 5

43-300 Bielsko-Biała

Polska/Poland

+48.33 8225471

biuro@dinfo.pl

opcja: brak opcji na nazwe domeny

ABONENT:

firma: AGA SPORT WOJCIECH WALDOWSKI

ulica: KASZUBSKA 25

miasto: 44-100 GLIWICE

lokalizacja: PL

identyfikator: dinf0dryi01zf

telefon: +48.323316978

ostatnia modyfikacja: 2005.04.01

registrar: Dinfo Systemy Internetowe

ul. Mostowa 5

43-300 Bielsko-Biała

Polska/Poland

+48.33 8225471

biuro@dinfo.pl

Kontakt techniczny:

firma: Krakowskie e-Centrum Informatyczne JUMP Dziedzic Pasek Przybyła Sp.J.

ulica: Rzemieślnicza 1

miasto: 30-363 Kraków

lokalizacja: PL

identyfikator: din4pd3o3nvnf

telefon: +48.122636200

ostatnia modyfikacja: 2006.04.10

registrar: Dinfo Systemy Internetowe

ul. Mostowa 5

43-300 Bielsko-Biała

Polska/Poland

+48.33 8225471

biuro@dinfo.pl

dane aktualne z dnia: 2006.06.24

No cóż, domenę może mieć każdy, ale nie wiem po co Waldowskiemu nazwa andro.pl? Skoro, jak twierdzi, z tą firmą nie ma nic wspólnego, oprócz tego, że produkuje dla niej siatki do tenisa stołowego?

Zastanawia mnie kolejny trop naprowadzający mnie na osobę Wojciecha Waldowskiego. Gdy otwieram witrynę www.andro.pl, pokazuje się taki obraz:

źródło: www.andro.pl

Czy to tylko przypadek? Dlaczego stworzył stronę i wszystkich jej użytkowników kieruję na witrynę swojego sklepu?

Może ktoś mi wyjaśni, dlaczego wiceprezes ma nas za ludzi mało inteligentnych i twierdzi, że z tą firmą nie ma nic wspólnego? Jego wypowiedzi publikowane przez Przegląd Sportowy i inne gazety, jego oświadczenia kierowane za pośrednictwem radia i telewizji są stekiem bzdur! Wszystkie dowody świadczą przeciwko niemu. Wszystko, co tu widzicie, to są fakty dostępnego dla każdego!

Publicznie apelują do Wojciecha Waldowskiego o przyznanie się, że jest przedstawicielem, partnerem, czy czymś pochodnym niemieckiej firmy Andro. Jednocześnie, pisząc nie tylko w swoim imieniu, wzywam go do natychmiastowego podania się do dymisji!!!!!

Paweł GĄSIORSKI

 

23 czerwca 2006 - godz. 16:10

 

Wiceprezes PZTS Wojciech WALDOWSKI abonentem strony firmy ANDRO !

Mam nadzieję, iż Nasi Drodzy Internauci przyjęli moje „przeprosiny”, które kierowałem do Wojciecha WALDOWSKIEGO z mocnym przymrużeniem oka!

Ale okazało się, iż tylko nieliczni dostrzegli w podpisie „przeprosin” uśmiechniętą buźkę: J.

Jeden z naszych Internautów podążając śladem strony internetowej www.andro.pl zdobył niezbite dowody na to, iż Wojciech WALDOWSKI wypierając się ścisłych związków z firmą ANDRO całkowicie mija się z prawdą !

Przebieg ustaleń:

- wchodzimy na stronę www.strefa.pl

- szukaj wolnej domeny: andro.pl – zajęta

- pokaż do kogo należy:

 

nazwa domeny: andro.pl

id abonenta: dinf0dryi01zf (FIRMOWA)

serwery nazw: ns1.hostbank.com.pl.[66.98.216.82]

ns2.hostbank.com.pl.[66.98.216.207]

utworzona: 2001.12.22

ostatnia modyfikacja: 2005.12.07

registrar: Dinfo Systemy Internetowe

ul. Mostowa 5

43-300 Bielsko-Biała

Polska/Poland

+48.33 8225471

biuro@dinfo.pl

opcja: brak opcji na nazwe domeny

 

ABONENT:

firma: AGA SPORT WOJCIECH WALDOWSKI

ulica: KASZUBSKA 25

miasto: 44-100 GLIWICE

lokalizacja: PL

identyfikator: dinf0dryi01zf

telefon: +48.323316978

ostatnia modyfikacja: 2005.04.01

registrar: Dinfo Systemy Internetowe

ul. Mostowa 5

43-300 Bielsko-Biała

Polska/Poland

+48.33 8225471

biuro@dinfo.pl            

 

Kontakt techniczny:

firma: Krakowskie e-Centrum Informatyczne JUMP Dziedzic Pasek Przybyła Sp.J.

ulica: Rzemieślnicza 1

miasto: 30-363 Kraków

lokalizacja: PL

identyfikator: din4pd3o3nvnf

telefon: +48.122636200

ostatnia modyfikacja: 2006.04.10

registrar: Dinfo Systemy Internetowe

ul. Mostowa 5

43-300 Bielsko-Biała

Polska/Poland

+48.33 8225471

biuro@dinfo.pl

dane aktualne z dnia: 2006.06.23

Analizę danych pozostawiam bez komentarza !

Z wyrazami całkowitego braku szacunku dla Pana Prezesa Wojciecha WALDOWSKIEGO

Marek PRZYBYŁOWICZ

 

23 czerwca 2006 - godz. 10:22

 

Szanowny Wiceprezes PZTS Pan Wojciech WALDOWSKI miał rację !

W wyniku wielomiesięcznego prywatnego śledztwa pełnych trudów i wyrzeczeń oraz wnikliwej analizy protokółów pokontrolnych zespołów kontrolnych Ministerstwa Sportu przeprowadzających kolejne kontrole w Polskim Związku Tenisa Stołowego, udało mi się jako pierwszemu dotrzeć do źródeł całej prawdy!

Otóż okazało się, iż Szanowny Wiceprezes ds. Sportowych PZTS Pan Wojciech WALDOWSKI miał rację twierdząc, iż nie jest przedstawicielem firmy ANDRO!

Chciałbym uprzejmie prosić Pana Prezesa o przyjęcie moich najszczerszych przeprosin z powodu, iż tak długo błądziłem będąc w swej nieposkromionej pysze i zadufaniu głosicielem wierutnych kłamstw, iż Pan Prezes ma cokolwiek wspólnego z firmą ANDRO.

Będąc przekonany o wielkiej wielkoduszności i wyrozumiałości Pana Prezesa pozwalam sobie przedstawić koronny dowód na to, iż miłościwie nam panujący Pan Prezes Wojciech WALDOWSKI nie był, nie jest i nie będzie absolutnie żadnym przedstawicielem firmy ANDRO!

Wszystkich, których wprowadziłem w błąd serdecznie przepraszam i zapraszam do odwiedzenia oficjalnej strony internetowej firmy ANDRO:

Z wyrazami najwyższego szacunku dla Pana Prezesa Wojciecha WALDOWSKIEGO

Marek PRZYBYŁOWICZ J

 

26 maja 2006 - godz. 16:10

 

Kto komu opowiada bajeczki?

Kiedy blisko pół roku temu pisaliśmy o niejasnościach wokół konkursu na sponsora sprzętowego dla reprezentacji narodowej, w Polskim Związku Tenisa Stołowego rozpętała się burza. Nieoficjalnie mówiło się, że pełniący wówczas obowiązki prezesa związku Wojciech Waldowski zakazał pracownikom rozmów z mediami.

Kilka tygodni później, wracający do pracy po chorobie prezes PZTS Jerzy Dachowski mówił, że od czytania krytycznych tekstów bolało go serce. Wszystko dlatego, że między innymi "Przegląd Sportowy" ujawnił powiązania prezesa Waldowskiego z firmą Andro, która wygrała wspomniany konkurs. Szef firmy Aga-Sport przyznał się, że produkuje dla niemieckiej firmy siatki i płotki, ale przy okazji kategorycznie zaprzeczył, że jest przedstawicielem tej firmy w Polsce. Niedługo później w związku została przeprowadzona kontrola ministerstwa sportu, która nie wykazała żadnych nieprawidłowości, bo... wykazać nie mogła. Urzędnicy sprawdzali bowiem wydatkowanie pieniędzy przyznanych związkowi z ministerialnej puli. Nie przeszkodziło to jednak na kolejnej konferencji triumfalnie ogłosić, że PZTS jest krystalicznie czysty, a kłamią dziennikarze – pisze Przegląd Sportowy.

To stek bzdur

Teraz, po raz kolejny okazuje się, że to jednak pingpongowa centrala jest w błędzie. Wszystko to dzięki byłej reprezentantce Polski, występującej obecnie w GLKS Maga Wanzl Scania Nadarzyn, Paulinie Narkiewicz, która jeszcze dwa lata temu miała podpisany kontrakt właśnie z firmą Andro. – Każdy doskonale wie, że pan Waldowski jest przedstawicielem Andro w Polsce. W swoim sklepie, w Gliwicach prowadzi sprzedaż artykułów Andro. Do tego ja nie podpisywałam umowy z Andro, tylko z firmą Aga-Sport, której właścicielem jest Waldowski, reprezentujący interesy niemieckiej firmy w Polsce. Cała ta bajka o tym, że on nie ma z tą firmą nic wspólnego to stek bzdur! – mówi Narkiewicz. To nie koniec odważnych wypowiedzi 30-letniej zawodniczki. Od pewnego czasu w środowisku mówi się, że u polskiego pośrednika firmy Andro otwierano paczki ze sprzętem dla zawodników. – Z czymś takim spotkałam się tylko w Andro. Okładziny były zaadresowane na Paulinę Narkiewicz, firma Aga-Sport, ulica Kaszubska, Gliwice. Trochę mnie to zdziwiło, bo dostawałam sprzęt w mniejszych ilościach niż było w umowie. Zupełnie inaczej te paczki wyglądały gdy dostawałam je bezpośrednio z Niemiec. Więcej sprzętu i więcej wszystkiego. Wiem, że to co mówię jest dość mocne, ale nie boję się tego pana – mówi Paulina.

Ktoś tu kłamie

Szef firmy Aga-Sport, Wojciech Waldowski jest oburzony wypowiedziami Narkiewicz. – Paulina zapomniała jak to wszystko było. Teraz żarty już się jednak skończyły. Konsultuję sprawę z adwokatami. Zresztą nie tylko tę, bo jeszcze dwaj panowie rozminęli się z prawdą. Ci, którzy twierdzą, że jestem przedstawicielem na Polskę firmy Andro, albo że wyjmowałem coś z paczek – kłamią. Wyłącznego przedstawicielstwa na Polskę z firmy Andro nie dostał jeszcze nikt, choć wielu się starało – mówi Waldowski.

Więcej w dzisiejszym Przeglądzie Sportowym

Kamil WOLNICKI

 

23 maja 2006 - godz. 00:41

 

Paulina Narkiewicz: Wojciech Waldowski jest przedstawicielem firmy Andro!

Od trefnego przetargu na sponsora sprzętowego Polskiego Związku Tenisa Stołowego mija już pół roku. Jednak dopiero teraz niektórzy zawodnicy i zawodniczki postanowili „mówić”. Według Wojciecha Waldowskiego w Polsce nie ma przedstawiciela firmy Andro, która startowała w przetargu na sponsora sprzętowego PZTS, kiedy to w/w pełnił obowiązki prezesa PZTS. Tym samym Waldowski nie ma z tą firmą nic wspólnego. 

Nic się nie zmieniło. Wojciech Waldowski pełni funkcję wiceprezesa Polskiego Związku Tenisa Stołowego i nadal twierdzi, że nie jest przedstawicielem firmy Andro.

A co o tym myślą zawodnicy, którzy „według katalogu” w tym sezonie reprezentują firmę Andro? Zadałem kilka pytań zawodniczce GLKS-u Nadarzyn, Paulinie Narkiewicz (GLKS Nadarzyn).

Przede wszystkim gratuluje Ci zdobycia tytułu drużynowego mistrza Polski. Powiedz mi, jakie było to uczucie odebrać Tarnobrzegowi mistrzostwo?

– Na pewno wspaniałe. Przez piętnaście ostatnich lat Tarnobrzeg regularnie zdobywał tytuł mistrzowski. Dla mnie jest to drugie drużynowe mistrzostwo Polski (wcześniej Narkiewicz wygrała wraz z Tarnobrzegiem przyp. red.). Jednak zawsze chciałam powtórzyć ten sukces z inną drużyną. Miałam aż pięć podejść, dwa razy we Wrocławiu, dwa razy w Częstochowie, ale dopiero z Nadarzynem udało mi się zdobyć złoto.

Miałyście trochę szczęścia. Kraków zagrał z wami bez chińskiej zawodniczki. Do tego kontuzja Kingi Stefańskiej z Tarnobrzega…

– Szczęście sprzyja lepszym. Z Tarnobrzegiem wygrałyśmy już w tym sezonie 3:0, dlatego o takim pełnym szczęściu nie można mówić. Byłyśmy w wysokiej dyspozycji i to wykorzystałyśmy. Taki jest sport.

Jaka atmosfera panuje teraz w Nadarzynie? Jak zostałyście przyjęte przez swoich kibiców?

– Straszna euforia. Panuje szał, wszyscy nam gratulują. Jest to bardzo miłe.

A co dalej? Macie mistrza Polski. Czy chcesz z drużyną z Nadarzyna podbić Europę?

– Najprawdopodobniej przedłużę kontrakt z Nadarzynem. Po rozmowie z wójtem gminy, p. Januszem Grzybem, który przebywa obecnie na urlopie, wyjaśni się to, czy będziemy grać w europejskich pucharach. Wiadomo, że wyjazdy kosztują.

A w jakim składzie zagracie w przyszłym sezonie?

– Najprawdopodobniej odejdzie od nas Monika Perzyna, która prawdopodobnie wyleci na stałe do USA.

Komu z Nadarzyna zawdzięczasz najwięcej?

– Na pewno Monice Perzynie, z którą jeździłam na różne obozy kadry akademickiej. To ona wpadła na pomysł, aby ściągnąć mnie do Nadarzyna. Jest tam super atmosfera, wszystko jest bardzo dobrze zorganizowane. Przyjeżdżają sparingpartnerzy, mamy dwie Chinki do trenowania, dlatego nie mam na co narzekać.

Porozmawiajmy może teraz o tobie. Powiedz mi, z kim masz obecnie podpisaną indywidualną umowę? Z jaką firmą produkującą sprzęt do tenisa stołowego?

– Mam podpisaną umowę ze Stigą, chociaż umowa kończy mi się w czerwcu, to myślę, że przedłużę ją na kolejny sezon.

”Według katalogu” w tym sezonie, jak i w zeszłym, reprezentowałaś markę Andro. Czy reprezentowałaś dwie firmy?

– Od dwóch lat mam kontrakt ze Stigą. Dziwi mnie fakt, że przez ostatnie dwa lata byłam dopisywana do katalogu, wśród zawodników promujących firmę Andro. Z tego co wiem, to po raz kolejny byłam dopisywana przez pana Wojciecha Waldowskiego. Dwa lata temu dostałam od niego odpowiedź, że mnie tam omyłkowo dopisał, za co mnie przepraszał. A w tym sezonie zadzwonił do mnie Waldowski z informacją, że szef generalny firmy, Ralf Wosik, jest zainteresowany podpisaniem umowy z moją osobą. Oczywiście grzecznie odmówiłam, bo miałam i mam ważny kontrakt ze Stigą. Po kilku tygodniach dowiaduje się, że „jestem” w katalogu Andro, jako zawodniczką promująca tę markę. Nikt nie chciał mi tego wyjaśnić!

A w jaki sposób dostawałaś sprzęt od firmy Andro? Jak to wyglądało?

– Zupełnie inaczej niż w firmie Stiga, od której dostaje jedną dużą paczkę na początku sezonu i mam wszystko wyszczególnione w kontrakcie. Będąc w Andro o okładziny musiałam się upominać. Dostawałam aż dwie miesięcznie, do tego o każdą następną musiałam się upominać. Ogólnie sprzęt dostawałam w bardzo okrojonych ilościach.

Chodzą słuchy, że firma Andro przez polskiego pośrednika wysyła „otwierane paczki”. Czy wiesz coś na ten temat?

– Spotkałam się z czymś takim tylko w firmie Andro. Okładziny były zaadresowane na Paulinę Narkiewicz, firma Aga-Sport, ulica Kaszubska, Gliwice. Trochę mnie to dziwiło, bo dostawałam sprzęt w mniejszych ilościach, niż była umowa. Zupełnie inaczej te paczki wyglądały, jak dostawałam je bezpośrednio z Niemiec. Znacznie więcej sprzętu, więcej wszystkiego, ale to było jak grałam we Wrocławiu. Poza tym, gdy grałam w Częstochowie i skończyła mi się umowa z firmą Andro, wtedy to Waldowski drukował sobie logo Aga-Sport z moją osobą na kalendarzach. Pamiętam, że w tamtym sezonie dostałam od niego: dwie koszulki i parę spodenek, wyglądały jak ochłapy. Jeszcze otrzymałam chyba z 10 okładzin. Tak wyglądał mój kontrakt z Andro. A gdy wygrałam indywidualne mistrzostwa Polski, to podpisałam umowę ze Stigą. Na pierwszym ogólnopolskim turnieju w nowym sezonie, Waldowski zrobił mi za to awanturę, że jak ja mogę tak postępować, on jest dla mnie taki wspaniały, przecież brałam od niego sprzęt, a teraz go wyrolowałam. Byłam w szoku!

Według informacji z początku roku, jakie były podawane na konferencji prasowej Polskiego Związku Tenisa Stołowego, w Polsce nie ma przedstawiciela firmy Andro. A ty cały czas mówisz o Wojciechu Waldowskim. Dlaczego?

– On jest przedstawicielem firmy Andro na Polskę. W Gliwicach w swoim sklepie prowadzi sprzedaż artykułów firmy Andro. Do tego ja nie podpisywałam umowy z firmą Andro, lecz z Agą-Sport (właścicielem firmy jest Waldowski przyp. red.), która reprezentowała Andro w Polsce.

Czyli uważasz, że przedstawicielem firmy Andro w Polsce jest Wojciech Waldowski i firma Aga-Sport z Gliwic?

– Oczywiście, że tak! Zresztą każdy zawodnika tenisa stołowego i każdy działacz doskonale wie, że Wojciech Waldowski jest przedstawicielem firmy Andro w Polsce. Dlatego nie rozumiem twojego pytania?

Jednak on twierdzi, że nie jest. Ktoś tu mówi nieprawdę?

– Grałam pod marką Andro przez kilka lat i doskonale wiem, że Wojciech Waldowski jest związany z tą firmą. Cała ta „bajka” o tym, że nie ma z nią nic wspólnego, że tylko sprzedaje jej sprzęt, to stek bzdur!

Jak podpisywałaś umowę z firmą Andro, to kto ją reprezentował?

– Firma Aga-Sport reprezentowana przez Wojciecha Waldowskiego.

Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że wyjaśniałaś wszystkim czytelnikom Magazynu Polski PingPong, kto tu mówił nieprawdę.

– Dzięki również.

Z Pauliną NARKIEWICZ rozmawiał Paweł GĄSIORSKI

źródło: Polski Magazyn Tenisa Stołowego

Komentarz

O wszystkich problemach poruszonych w wywiadzie miałem zaszczyt rozmawiać z nowo kreowaną Drużynową Mistrzynią Polski Pauliną NARKIEWICZ już przed Świętami Bożego Narodzenia 2005. Informacje zdobyte w czasie rozmowy z zawodniczką zostały przeze mnie wykorzystane w tekstach poświęconych krytyce działalności Wiceprezesa PZTS Wojciecha WALDOWSKIEGO, z których treścią można zapoznać się w dziale > działalność PZTS.

Wówczas nie podałem źródła informacji z uwagi na ochronę interesu Pauliny NARKIEWICZ oraz z uwagi na fundamentalną zasadę, którą się kieruję by w spory między działaczami nie wikłać zawodników.

Jednakże powyższy wywiad zmienia sytuację, a przedstawione w nim twierdzenia - stawiające Wiceprezesa PZTS Wojciecha WALDOWSKIEGO w niezwykle kłopotliwej sytuacji - nakazują nam z szacunkiem odnieść się do odwagi zaprezentowanej przez Drużynową Mistrzynię Polski Paulinę NARKIEWICZ.

Mojego szacunku dla odwagi zawodniczki nie zmąci nawet fakt, iż w jednym z wywiadów przed Drużynowymi Mistrzostwami Świata w Bremie trener kobiecej reprezentacji Leszek KUCHARSKI jasno dał do zrozumienia, iż w szeregach Drużynowego Mistrza Polski zespołu GLKS Nadarzyn żadna z zawodniczek nie ma szans na powołanie do reprezentacji Polski…

Wystarczy zapoznać się z komentarzami do wywiadu znajdującego się na stronie Polskiego Magazynu Tenisa Stołowego, by przekonać się, że stwierdzenia prezentowane przez Paulinę NARKIEWICZ uznano za niezwykle wiarygodne i nie pozostawiające żadnych wątpliwości co do prawdomówności Wiceprezesa PZTS Wojciecha WALDOWSKIEGO.

Panie Wiceprezesie! Gdyby dysponował Pan chociażby nędznymi resztkami honoru, to wiedziałby Pan co należy zrobić w tej sytuacji!

 (mp)

 

16 maja 2006 - godz. 16:53

 

Refleksje po Drużynowych Mistrzostwach Świata...

„Jak zawsze przed ważną imprezą trenerzy kadry narodowej otrzymują zadania sportowe do wykonania. W związku z tym, że drużyna męska miała być rozstawiona z numerem 12 na Mistrzostwach Świata, trenerowi Stefanowi Dryszlowi nie wypadało jechać z zadaniem skromniejszym niż 12 miejsce.” – pisze wiceprezes PZTS ds. sportowych Wojciech Waldowski.

Ale spróbujmy się zastanowić, czy nie było to zbyt optymistyczne zadanie. Nie chciałbym w tym miejscu mówić, że było nierealne, ale wróćmy do składu jaki trener kadry zaprezentował Zarządowi PZTS. Otóż skład pierwszej reprezentacji na długo przed tymi Mistrzostwami ukształtował się następująco: lider zespołu Lucjan Błaszczyk najwyżej sklasyfikowany, mogący „ograć” każdego zawodnika na świecie, ale pod warunkiem, że w tej drużynie razem z nim gra Tomasz Krzeszewski. Zawodnik o podobnym wyszkoleniu technicznym, z podobnym stażem zawodniczym, przejmującym w razie potrzeby pałeczkę lidera drużyny. Stwarzał on dotychczas komfortową sytuację, zwłaszcza dla Lucjana, pod tytułem-„ gdy ty się potkniesz ja odrobię straty”. Tym trzecim w drużynie był zawodnik, który wielokrotnie wykazywał się dużą odpornością psychiczną i bywało, że musiał swój pojedynek rozegrać przy stanie meczu 0:2, a mimo to końcowy rezultat był pomyślny dla naszej reprezentacji. Mowa oczywiście o największej, jak na razie niespełnionej, nadziei polskiego tenisa stołowego ostatnich lat, byłym vice-Mistrzu Europy juniorów Bartoszu Suchu. Bartek przespał cały sezon, grając we Francji, trenując w Niemczech, można śmiało powiedzieć, że sezon „spędził w podróży”. Także na Mistrzostwach Polski był zupełnie bez formy i nie dziwmy się, że trener nie zabrał go na Mistrzostwa Świata. I cóż widzimy, z byłej pierwszej drużyny pozostał tylko Lucek, który największe swoje sukcesy sportowe ma już raczej za sobą, ale na pewno może się jeszcze poderwać do boju ,jak będzie widział wsparcie w zespole, bo to cholernie ambitny zawodnik. A więc wróćmy do zespołu, który na Mistrzostwach Świata miał moim zdaniem dokonać cudu i zmieścić się w pierwszej 12 zespołów. W sporcie co prawda cuda zdarzają się częściej niż w życiu, ale przecież nikt kto obserwował tegoroczne Mistrzostwa Polski w Zawierciu nie mógł nie zauważyć słabej formy reprezentantów. Stefan Dryszel w kilka dni na zgrupowaniu przed Mistrzostwami Świata, nie mógł wiele zdziałać. A zawodnicy którzy asystowali Luckowi w drużynie na Mistrzostwach Świata potrzebują jeszcze trochę ogrania na tak poważnych imprezach. I tak Daniel Górak powoli, ale systematycznie poprawia swoją pozycję na światowej liście, to zawodnik wszechstronny, pod względem psychicznym- pozwalający na optymizm, ale jeszcze na pewno nie mogący zastąpić Tomasza Krzeszewskiego. A czy mógł go zastąpić może „nasz” Chińczyk Zeng Yi Wang ? Na pewno jeszcze nie, pytanie przed trenerem, czy w ogóle sympatyczny zawodnik z Księgienic będzie mógł kiedykolwiek liderować zespołowi w przyszłości. Dlaczego ? Otóż w meczu z Czechami gdy podszedł do gry bez obciążenia z utytułowanym Korbelem, to zmiótł go ze stołu, ale gdy przy stanie 2 : 2 trzeba było postawić kropkę nad „i” z zawodnikiem sklasyfikowanym na liście światowej o więcej niż 100 miejsc niżej od Korbela, okazało się, że z odpornością psychiczną jest dużo gorzej, niż z umiejętnościami technicznymi.

Na Mistrzostwach Świata był jeszcze jeden zawodnik, który niczym szczególnym nie zachwycił, chociaż przez cały sezon znacznie poprawił swoje umiejętności, zdobywając niespodziewanie, lecz zasłużenie tytuł Mistrza Polski, udowadniając trenerowi Dryszlowi, że „jeszcze jest w grze”. Pierwsze mecze przesiedział na ławce, a gdy trener dał mu szansę to okazało się, że Jakub Kosowski potrzebuje znacznie więcej czasu, aby się „obudzić” po długim siedzeniu na ławce rezerwowej. W meczach z aktualnymi Mistrzami Europy Duńczykami, czy vice- Mistrzami Europy Białorusinami grał już zupełnie dobrze. Ale były to już mecze o przysłowiową „pietruszkę”.

Reasumując drużyna na pewno nie grała tak by zasłużyć sobie na słowa typu „blamaż” czy „katastrofa”, a takie pojawiły się w portalach internetowych mających ambicje i chęci opiniowania, i oceniania występów naszej męskiej drużyny narodowej.

16 miejsce drużyny kobiecej, to na pewno duży sukces podopiecznych Leszka Kucharskiego, szkoda że kontuzję odniosła Kinga Stefańska, bo mogło być jeszcze lepiej. Cieszy postawa Natalii Partyki, która wyrosła na etatową reprezentantkę pierwszej drużyny seniorek, będąc jeszcze juniorką. O ile w zespole męskim zabrakło lidera, to w drużynie kobiet na pewno dobrze tę rolę odegrała Xu Jie, czyli „Ksenia”. Od czasu do czasu dzielnie sekundowała jej Monika Pietkiewicz, tak więc start kobiet na Mistrzostwach Świata trzeba obiektywnie ocenić jako bardzo udany. Czekamy z niecierpliwością na starty tej drużyny w Mistrzostwach Europy, być może nasi Panowie także do tego czasu wyciągną słuszne wnioski, z lekcji którą otrzymali na Mistrzostwach Świata. Osobiście uważam, że krokiem we właściwą stronę będą obowiązkowe starty naszych reprezentantów- na początek, w przynajmniej jednym ogólnopolskim turnieju klasyfikacyjnym w sezonie. To pozwoli trenerowi kadry narodowej, już w trakcie sezonu, na śledzenie aktualnej formy naszych reprezentantów w konfrontacji z naszą czołówką krajową.

Ze sportowym pozdrowieniem,

Wojciech Waldowski

źródło: Polski Związek Tenisa Stołowego

 

Komentarz

Zaprezentowana powyżej wypowiedź Wiceprezesa PZTS ds. Sportowych Wojciecha WALDOWSKIEGO to stek wyświechtanych ogólników i amatorskie wypociny faceta powtarzającego truizmy, które znane są każdemu trenerowi, szkoleniowcowi i miłośnikowi tenisa stołowego w Polsce.

Zero analitycznej fachowości i brak odwagi do wzięcia – chociażby części - odpowiedzialności za nieudany występ męskiej reprezentacji podczas Drużynowych Mistrzostw Świata w Bremie.

Jeśli to ma być profesjonalne podsumowanie udziału reprezentacji Polski w Drużynowych Mistrzostwach Świata dokonane przez Wiceprezesa PZTS ds. Sportowych – to ten związek jest nikomu do niczego niepotrzebny.

Albo Pan Wojciech WALDOWSKI jest kompletnym ignorantem, albo nie miał czasu oglądać występów naszych reprezentantów – bo jak mi uprzejmie doniesiono – był na jedynie kilku meczach naszych reprezentacji.

Jestem pewien, że w tym czasie doskonale wypełniał obowiązki właściciela swojej firmy, wykorzystując do tego społeczną funkcję Wiceprezesa PZTS ds. Sportowych.

Ale już do Tarnobrzega nie chciało się Panu Wiceprezesowi ruszyć czterech liter, by uhonorować i wręczyć medale najlepszym zawodniczkom walczącym o tytuł Drużynowych Mistrzyń Polski !

Ale jest w tym wszystkim pozytywna wiadomość: Pan Wojciech WALDOWSKI wnikliwie czyta „portale internetowe mające ambicje i chęci opiniowania, i oceniania”.

Warto więc, by nie ustawał w owym czytaniu, bo po długiej przerwie, już niedługo będzie mógł naczytać się o swojej działalności w Polskim Związku Tenisa Stołowego do woli…

Marek Przybyłowicz

 

10 maja 2006 - godz. 11:38

 

Tenis stołowy: Trener reprezentacji rozważa rezygnację

Trener reprezentacji Polski tenisistów stołowych Stefan Dryszel rozważa możliwość rezygnacji ze stanowiska. Prowadzony przez niego zespół zajął 21. miejsce w drużynowych mistrzostwach świata w Bremie.

"Biorę pod uwagę możliwość podania się do dymisji. Chciałbym jednak wcześniej porozmawiać z zawodnikami i władzami Polskiego Związku Tenisa Stołowego. Równie dobrze moją pracę negatywnie może ocenić zarząd PZTS i mnie odwołać" - powiedział Dryszel, który jest szkoleniowcem kadry od dziesięciu lat.

Przed niemieckim turniejem Dryszel zakładał walkę o co najmniej 12. pozycję.

"Jeśli moja praca w kadrze dobiegnie końca, być może będę pracował w związku w innej roli. Ale zakładam też odejście od tej dyscypliny sportu i zajęcie się na przykład własnym biznesem. Szczegółów nie chcę na razie zdradzać" - dodał.

(PAP)

 

30 kwietnia 2006 - godz. 23.28

 

Złej baletnicy …

Myślę, że ten bardzo ładny rysunek pastelami jest najlepszą ilustracją do występu naszego męskiego zespołu na Drużynowych Mistrzostwach Świata w tenisie stołowym zakończonym blamażem i spadkiem do drugiej dywizji.

Skoro Prezes PZTS Jerzy DACHOWSKI i Wiceprezes ds. Sportowych Wojciech WALDOWSKI byli na tyle odważni, że zafundowali sobie kolejną wycieczkę zapominając m.in. o pełniącym obowiązki Szefie Wyszkolenia, którego zostawili na straży biura PZTS w Warszawie, to mam nadzieję, iż po powrocie będą w stanie wyjaśnić przyczyny tego, co się stało w Bremie…

Mam nadzieję, iż Wiceprezesowi ds. Sportowych Wojciechowi WALDOWSKIEMU udały się chociaż prywatne spotkania biznesowe i rozmowy handlowe, które - jak zwykle - prowadzi przy okazji wyjazdów reprezentacji Polski na ważne imprezy.

W imię interesu polskiego tenisa stołowego żądam natychmiastowej rezygnacji Wojciecha WALDOWSKIEGO ze wszystkich pełnionych funkcji w Polskim Związku Tenisa Stołowego !

Marek PRZYBYŁOWICZ

PS. Zachęcam również do wnikliwej lektury opracowania dotyczącego udziału reprezentacji Polski w Drużynowych Mistrzostwach Świata w Bremie autorstwa Pawła GĄSIORSKIEGO, a zamieszczonego na internetowej stronie Polskiego Magazynu Tenisa Stołowego.

 

„Jaka władza, taka gra!

W Bremie zakończyły się już dla reprezentacji Polski Drużynowe Mistrzostwa w tenisie stołowym. Po każdej większej tego typu imprezie, nadszedł czas podsumowań występu naszych reprezentacji.

Polski Związek Tenisa Stołowego na konferencji prasowej przed DMŚ obiecywał za medal „złote góry”, które miała ufundować firma Andro. "Za złoty medal przewidziana jest premia w wysokości 35 tysięcy euro do podziału, za srebrny - 15 tys. euro, a za miejsca trzy- cztery - 5 tys. euro. Nagrody ufundował sponsor sprzętowy Polskiego Związku Tenisa Stołowego, firma Andro" – powiedział, cytowany przez PAP, prezes PZTS, Jerzy Dachowski.

Moim zdaniem był to dobry, ale nie do końca trafny krok marketingowy tej firmy. Gdyby Andro obiecało np. 1 milion euro za złoty medal, to jestem prawie pewien, że wszystkie ogólnopolskie media informowałyby o czekającej Polaków nagrodzie. Firma Andro zyskała by rozgłos w Polsce, nie tracąc przy tym obiecanych pieniędzy, bo szanse na zdobycie przez Polskę medalu w DMŚ były takie, jakby ktoś miał trafić dwa razy z rzędu szóstkę w totka.

Niestety, zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn nie mamy takiej drużyny, któryby mogłaby poważnie myśleć o „zaistnieniu” w światowej czołówce. Drużyny z Azji są od nas dwa, a może nawet i trzy razy silniejsze. Samo podejście tych drużyn do meczów rozgrywanych w Bremie było nie do opisania.” (dalej).

Paweł GĄSIORSKI

 

20 kwietnia 2006 - godz. 23.23

 

Konferencja prasowa PZTS

„Chcielibyśmy sprawić jakąś miłą niespodziankę. Brema jest dla nas miejscem szczęśliwym. W 2000 roku zdobyliśmy tam brązowy medal mistrzostw Europy.” – powiedział na konferencji prasowej trener reprezentacji mężczyzn Stefan Dryszel. Oprócz kwestii wyjazdu na DMŚ poruszane były tematy międzynarodowych turniejów, które w tym roku odbędą się w Polsce, a także bieżące sprawy Związku.

O przygotowaniach do wyjazdu na mistrzostwa świata do Bremy i szansach naszych reprezentacji opowiadali trenerzy Leszek Kucharski i Stefan Dryszel. Obaj potwierdzili, że przygotowania idą bez zakłóceń i wszyscy zawodnicy są zdrowi i gotowi do gry. Nieco inne są jednak cele dwóch naszych ekip. „W tej chwili w rankingu jesteśmy na 23 pozycji. Wszyscy nasi grupowi rywale są rozstawieni wyżej od nas. Zakładamy, że dla nas ważniejsza będzie druga część mistrzostw, w której będziemy walczyć o miejsca 13-24. Naszym optymistycznym celem jest zajęcie 18 miejsca.” – powiedział Leszek Kucharski. Z kolei trener Dryszel w swoich celach założył walkę o najlepszą „12”.

W drugiej części konferencji dyskutowano o zbliżających się imprezach z cyklu Pro Tour – Polish Youth Open w Cetniewie i Pro Tourze seniorów w Warszawie. Prezes Związku Jerzy Dachowski zwrócił uwagę na prestiżowy charakter obu imprez. „Do Cetniewa co roku przyjeżdża czołówka europejska. Są też niezwykle silni Japończycy. Jest to dowód, że Polska się liczy na arenie międzynarodowej.” – powiedział Jerzy Dachowski.

Ostatni punkt konferencji dotyczył spraw bieżących Związku. Prezes Dachowski odniósł się do ostatniej kontroli w Związku przeprowadzonej na polecenie ministra sportu Tomasza Lipca. „Kontrola się zakończyła i czekamy na wnioski pokontrolne. Chciałbym jednak zakomunikować, że opinia jest pozytywna, a Związek pracuje zgodnie z zasadami.”

W swoim wystąpieniu Dachowski poinformował także o staraniach w pozyskaniu sponsorów dla Związku oraz o coraz lepszej współpracy z mediami. „W tym roku w TVP3 mogliśmy oglądać mistrzostwa Polski. Podpisaliśmy już także umowę z telewizją Polską na 120 minut transmisji z Pro Touru. Na Eurosporcie będzie pokazywany mecz Polska – Niemcy z Bremy.” - dodał Prezes.

Krzysztof BLUJ

źródło: Polski Związek Tenisa Stołowego

 

Komentarz

Najlepszym komentarzem do oceny działalności Polskiego Związku Tenisa Stołowego zaprezentowanej podczas dzisiejszej konferencji prasowej przez Prezesa PZTS Jerzego DACHOWSKIEGO jest tytuł ostatniego filmu Woody Allena „Wszystko gra”.

Tym bardziej, iż dzięki popularyzacji przez PZTS tenisa stołowego w Polsce i na świecie, aktorzy występujący na plakatach reklamujących ten niezwykle udany film, trzymają w rękach rakietki do tenisa stołowego zakupione w jednej z dynamicznie rozwijających się firm na polskim rynku…

Ciekaw jestem, jaki rabat dostał Woody Allen u Wojtka ?

Marek Przybyłowicz

 

8 kwietnia 2006 - godz. 23.19

 

Dlaczego w polskim tenisie stołowym jest tak dobrze?

Jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. W Polsce mamy ligę, trzy ośrodki szkolenia, całe rzesze młodych i nieco starszych pingpongistów - amatorów, od czasu do czasu tenis stołowy w telewizji, powszechność w dostępie do gry i szeroką ofertę sprzętu.

Ale to nie wszystko. O tenisie stołowym dużo się pisze na portalach tematycznych i to pisze się ciekawie czerpiąc m.in. z bardzo dobrze przygotowanych materiałów Polskiej Agencji Prasowej. Mamy pingpongistów eksportowych (Lucjan Błaszczyk, Xu Jie) oraz legendy (Alojzy Erlich, Andrzej Grubba, Leszek Kucharski).

Młodzi zawodnicy mają coraz lepsze warunki szkolenia i tylko kwestią czasu jest kiedy wychowamy sobie mistrza Europy czy medalistę Igrzysk olimpijskich. Na dobrze zorganizowane Pro Toury w Cetniewie i Warszawie z chęcią przyjeżdżają najlepsi pingpongiści na świecie.

Ironia? Na pewno nie! Zbyt optymistycznie? Może trochę.

Krzysztof BLUJ

źródło: Internetowy Magazyn Tenisa Stołowego

 

Komentarz całkowicie subiektywny

Jeśli można mieć niesmak w oczach, to przeczytaniu tych kilku słów felietonisty mam w oczach całe tony niesmaku !

Jak rozumiem zadaniem tego felietonu mało być wywołanie ożywionej dyskusji nad prezentowanymi tezami oraz danie odpór artykułowi Pawła GĄSIORSKIEGO zamieszczonego na portalu Polski Pingpong w dniu 23 marca 2006 roku „Co jest nie tak z polskim tenisem stołowym?”

Drogi Krzysztofie!

Twój tekst jest tak nieobiektywny, jednostronny i przepełniony tak wielką ilością kubłów wazeliny w stosunku do Twoich pracodawców (Krzysztof BLUJ jest pracownikiem biura Polskiego Związku Tenisa Stołowego), że tak naprawdę po jego przeczytaniu zrobiło mi się bardzo smutno !

A smutek mój bierze się z obserwowania przeze mnie wielkiej transformacji jakiej uległeś w ostatnim czasie.

Ściśle podporządkowałeś się woli przełożonych i zerwałeś wszelkie kontakty ze mną z chwilą kiedy rozpocząłem ujawnianie szczegółów nieprawidłowości w Polskim Związku Tenisa Stołowego.

Jest mi Ciebie bardzo szkoda, bo bardzo ceniąc Ciebie za Twoją wiedzę i pracę dla dobra polskiego tenisa stołowego widzę, że Twój kręgosłup wymaga szybkiej interwencji lekarskiej, bo właśnie został skutecznie przetrącony przez Twoich pracodawców. I to w kilku miejscach…

Rozumiem Twoją wiernopoddańczą postawę wobec Twoich pracodawców – przecież bezrobocie sięga 18% - ale proszę Cię w imieniu kilkudziesięciu zawodników, którzy kiedyś Tobie zaufali, abyś czasem oprzytomniał i zszedł w wolnej chwili na ziemię próbując ratować dogorywający turniej Amateur Open, który jest przecież Twoim dzieckiem.

Nieładnie jest porzucać dziecko dzięki któremu zrobiło się aż tak oszałamiającą karierę w Polskim Związku Tenisa Stołowego…

Wokół Ciebie pracują w Związku ludzie, którzy potrafili zachować godność w tych trudnych czasach !

Ucz się od nich przejścia przez życie z twarzą…

Marek Przybyłowicz

 

30 marca 2006 - godz. 22.09

 

Koniec kontroli w Polskim Związku Tenisa Stołowego

Po ponad dwóch miesiącach zakończyła się kontrola w biurze Polskiego Związku Tenisa Stołowego w Warszawie, przeprowadzona na polecenie ministra sportu Tomasza Lipca.

"Postępowanie kontrolne w Polskim Związku Tenisa Stołowego zostało zakończone. Obecnie przygotowywany jest protokół z niego" - poinformował rzecznik Ministerstwa Sportu Paweł Wiśniewski.

Sprawdzane były dokumenty w zakresie realizacji umów na zadania zlecone w 2005 roku w trzech obszarach: organizacji przygotowań zawodników kadry narodowej, organizacji szkolenia kadry narodowej i szkolenia młodzieży uzdolnionej sportowo.

Ministerstwo Sportu wszczęło kontrolę w PZTS po tym jak okazało się, że w kontrowersyjnych okolicznościach wybrany został sponsor sprzętowy związku.

W grudniu poprzedniego roku komisja konkursowa PZTS wybrała niemiecką firmę Schoeler+Micke na sponsora sprzętowego, w latach 2006-2008. W głosowaniu przedstawiciel marki Andro wygrał dwoma punktami - 7:5 z Tibharem. Pełniący obowiązki prezesa PZTS Wojciech Waldowski, zastępujący chorego szefa Jerzego Dachowskiego, znalazł się w ogniu krytyki po informacjach, jakoby miał być głównym przedstawicielem Andro w Polsce i w ten sposób wpływał na ostateczną decyzję. Waldowski, wspólnie z wiceprezesem PZTS Markiem Wnukiem tłumaczyli, że o wygranej Schoeler+Micke zadecydowała jej lepsza oferta finansowa, a nie jakiekolwiek powiązania i układy.

 (PAP)

 

8 marca 2006 - godz. 16.39

 

Minister Lipiec: sport naprawiam

Euro 2012? Jestem optymistą. Na Stadionie Dziesięciolecia już trwają odwierty geologiczne - mówi minister sportu Tomasz Lipiec

Radosław Leniarski: Sportowcy w dyscyplinach zimowych płaczą nad brakiem pieniędzy, tymczasem działacze traktują swoje związki jak biura turystyczne. Czy nie można ich rozpędzić na cztery strony świata, a w ich miejsce powołać jednego związku?

Tomasz Lipiec: To pomysł godny uwagi. Ale raczej niemożliwy do zrealizowania w ramach ustawy. Związki są stowarzyszeniami i to jest trochę tak, że musiałyby się same rozwiązać. Sam pan rozumie trudności.

Nie dać im pieniędzy!

- Nie możemy nie dać im pieniędzy, ale możemy wyegzekwować, aby nie wydawały ich lekką ręką. Chyba że będzie konkretna przyczyna. Trwają kontrole finansowe w związkach. Reagujemy na sygnały, w tym również w prasie. Właśnie sygnał w prasie spowodował, że skontrolujemy Polski Związek Tenisa Stołowego...

A nie dlatego, że jest tam prezesem peerelowski działacz Jerzy Dachowski, a działał tam też jeden z Pana poprzedników z rozdania SLD Adam Giersz?

- Nie. Z powodu doniesień o nieprawidłowościach w przetargach na sprzęt. Narzędziem do ukrócenia tej działaczowszczyzny mogą być pieniądze, ale trzeba stworzyć mechanizm. Przygotowujemy inny system motywacji i dotacji, promujący wyniki w dyscyplinach, które uznamy za priorytetowe. W przypadku sportów zimowych to biegi narciarskie, skoki, biatlon, łyżwiarstwo szybkie, kombinacja. Tu mamy bazę - ośrodki, strzelnice, tor na Stegnach, który trzeba szybko zadaszyć, bo system mrożenia już jest zmieniony.

Rząd Kazimierza Marcinkiewicza patrzy mocno w przeszłość i nie toleruje ludzi z czasów PRL. Sport ma zasłużoną opinię przechowalni postpeerelowców. Czy Ministerstwo Sportu przystąpiło już do robienia porządków na swoim odcinku?

- Ja naprawiam sport i przeszłość nie jest głównym wyznacznikiem. Aczkolwiek jedną z pierwszych instytucji skontrolowanych przez ministerstwo jest Centralny Ośrodek Sportu, gdzie rzeczywiście jest rodzaj muzeum PRL. Wokół COS i dyrektora Dachowskiego skupiło się grono działaczy z tamtych czasów. Okazało się, że kiedy sportowcy musieli mieszkać na kwaterach prywatnych, grupa przyjaciół wynajmowała w Cetniewie apartamenty COS za 10 zł. Chore układy były w Zakopanem, gdzie rządziła grupa ludzi z Polskiego Związku Narciarskiego, jak Kozak, Włodarczyk. No, ale głównym celem nie jest ich światopogląd czy przeszłość. Głównym celem jest naprawa sportu, bo sport na takich układach cierpi.

Jednocześnie wspierał Pan Irenę Szewińską w wyborach na szefa PZLA. To wielka postać lekkoatletyki, ale też fasadowa postać PRON z czasów stanu wojennego. Czyżby to, że zapisała się do komitetu wspierającego PiS w wyborach, zapewnia jej spokój?

- Poparłbym panią prezes i teraz. Nie chciałem żeby, związek lekkoatletyczny był trampoliną dla prywatnej firmy [w wyborach startował Jacek Kazimierski, szef firmy zaangażowanej w sponsorowanie lekkoatletów, współtwórca grupy sportowców Elite].

Zadowolony jest Pan z tego, co teraz dzieje się w PZLA?

- PZLA jest jednym z wiodących związków. Nie ma problemów z finansami, zarządzaniem...

Nie ma też obiecywanych przez prezes Szewińską sponsorów ani wyników - nie licząc dwóch fantastycznych tyczkarek. Swoją decyzją wsparł Pan marazm w polskiej lekkoatletyce. Tam się nic nie dzieje...

- Jestem innego zdania. Są wyniki, choćby również w rzutach. Niezręcznie mi o tym mówić, gdyż do czasu powołania na stanowisko ministra byłem wiceprezesem PZLA.

Mówił Pan o grupie przyjaciół związanych z COS. Ale znam też grupę przyjaciół szkodliwą dla sportu z drugiej strony sceny. W Warszawie na Żoliborzu grupa byłych działaczy Ligi Republikańskiej, którzy sami siebie zatrudniają nawzajem, rzuca kłody pod nogi sportowi, tępi Uczniowski Klub Sportowy z sukcesami. I co o tym Pan myśli?

- To co tam się dzieje leży w gestii Biura Sportu m.st. Warszawy. Proszę o to pytać osobę, która za to odpowiada.

Czyli szefa sportu w urzędzie miasta, byłego podwładnego obecnego prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i byłego przełożonego ministra Lipca - Artura Piłkę. A jak oceniłby Pan urzędnika, który daje lekką ręką z miejskiego budżetu na sport 250 tys. zł na kuriozalne mistrzostwa świata dziennikarzy w tenisie?

- Byłbym i jestem bardzo zły z tego powodu. Wiem zresztą, o kogo chodzi.

Tak, chodzi znów o Artura Piłkę, szefa sportu w Warszawie.

- Oczywiście ja bym tak nie zdecydował.

Dlaczego wyrzucił Pan profesora Smorawińskiego z Komisji Antydopingowej?

- Nie zwolniłem. Kadencja komisji się kończyła. Nie powołałem go do nowej komisji. Jest w niej kilku profesorów, ale nie on.

Czy on nie jest fachowcem?

- Nie powołałem go, dlatego że nie zareagował, jak cena przeprowadzenia jednej próbki windowała się do jednego z najwyższych poziomów w Europie. To dlatego zamiast 3 tys. testów robimy 1,5 tys., czyli minimum wymagane od nas przez WADA. Poza tym komisja zapomniała za jego kierownictwa, że zapobieganie dopingowi, ostrzeganie, informowanie sportowców np. o dozwolonych i niedozwolonych lekach jest również ważnym zadaniem.

I jeszcze dlaczego?

- Profesor Smorawińki nie badał szczegółowio przypadków, które budziły kontrowersje [chodziarz Tomasz Lipiec w 1994 r. został przez PZLA zdyskwalifikowany na cztery lata za doping na wniosek komisji kierowanej przez Smorawińskiego]. Nie znalazł wtedy czasu na wysłuchanie mnie i wielu innych, jak np. Pawła Rączki, który po wieloletniej walce udowodnił swoja niewinność. Na przykład nie zlecił dodatkowych badań.

Ale przeprowadził Pan dodatkowe badania...

- Tak, z własnej inicjatywy i na własny koszt. Smorawiński chyba uznał, że jako 20-latek zostałem spreparowany za pomocą testosteronu przez tajne laboratorium Stasi. Właśnie za doping testosteronem mnie zawieszono. Testosteronem dopingowali się już wtedy kulturyści ze Stadionu Dziesięciolecia, a nie sportowcy. Polskie normy były najwyższe w Europie i tak naprawdę tylko u nas przeprowadzano takie testy. Dziś wybroniłbym się w powszechnym sądzie w pół roku. Wtedy PZLA odwiesił mnie dopiero po dwóch latach. Ja się odbiłem, ale działalność komisji złamała kariery kilku młodym ludziom.

Polska stara się o piłkarskie Euro 2012, ale nie ma żadnego przyzwoitego stadionu.

- Po tym, co widziałem w Turynie, jestem optymistą, jeśli chodzi o rywalizację z Włochami. A na Węgrzech, a także w Chorwacji mają potężny problem z chuligaństwem na boiskach. Więc może być dobrze.

Ale nawet jak nie dostaniemy Euro, nie wstrzymamy planów. Już teraz na Stadionie Dziesięciolecia prowadzone są prace geologiczne, odwierty i inne. W sprawie Euro 2012 co tydzień są spotkania grupy organizacyjnej. W marcu mamy już ważną prezentację, która jest gotowa, potem w maju następną.

Ale przecież na stadionie jest bazar, a w zeszłym roku przedłużono umowę ze stadionowymi kupcami...

- Tak, ale tylko na rok, podczas którego i tak tam nie wjadą buldożery. A później... W projekcie jest miejsce dla uczciwych kupców, którzy tam również są.

Rozmawiał Radosław LENIARSKI

źródło: Gazeta Wyborcza

 

18 stycznia 2006 - godz. 22.24

 

Skandal za skandalem…

Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynam ujawnianie kolejnych nieprawidłowości w działalności Polskiego Związku Tenisa Stołowego w ostatnich latach.

Dzisiaj zajmiemy się okolicznościami i szczegółami kontraktu z firmą Butterfly podpisanym w dniu 28 lutego 2003 roku.

Poniższe materiały są fragmentem protokołu Komisji Rewizyjnej Polskiego Związku Tenisa Stołowego z kontroli przeprowadzonej w biurze PZTS w dniu 19 stycznia 2004 roku. Komisja przeprowadziła kontrolę w składzie: Marian ŻAK (Przewodniczący Komisji), Tadeusz CZUŁNO (Wiceprzewodniczący) i Jerzy KLINGIER (Sekretarz Komisji). 

Marek Przybyłowicz

Protokół Komisji Rewizyjnej z kontroli przeprowadzonej w biurze PZTS w dn. 19.01.2004

(…)

AD. 5 - Umowa z firma Butterfly i jej dotychczasowa realizacja.

Komisja dokonała kontroli treści umowy aktualnej z firmą Butterfly oraz dokonała analizy porównawczej z kontraktem poprzednim oraz z uchwałami Zarządu w tym temacie.

Wynik kontroli.

1. Nowy kontrakt został podpisany w dn. 28.02.2003 r. przez Prezesa J. Dachowskiego i Wiceprezesa M. Wnuka

2. Kontrakt został podpisany na dwa lata z automatycznym przedłużaniem na takich samych warunkach w przypadku braku wypowiedzenia z półrocznym wyprzedzeniem.

3. Podpisanie kontraktu poparte było wnioskiem Komisji Sprzętowej podpisanym przez Przewodniczącego K. Skrzypka z opinią, pozytywną z uwagi na zaproponowane warunki.

4. Nowy kontrakt zawiera w kilku przypadkach większe ilości sprzętu a w kilku mniejsze (załącznik 4). Łączna wartość sprzętu licząc w cenach katalogowych zwiększyła się o ok. 8% pod warunkiem korzystnej dla PZTS interpretacji niektórych punktów kontraktu przez drugą stronę.

5. Wątpliwości Komisji wzbudził fakt zapisu w kontrakcie dotyczący sprzętu dla przeprowadzania imprez. Wg zapisu kontraktowego sprzęt wartości ponad 11.000 EUR może zostać po przeprowadzeniu imprezy Pro Tour sprzedany przez przedstawiciela firmy "Butterfly" w Polsce. Nie jest to darowizna dla PZTS. Wykorzystanie tego punktu kontraktu przez drugą stronę znacznie obniży wartość kontraktu.

6. Poziom premii za wyniki pozostał na niezmienionym poziomie.

7. Komisja stwierdza, że kontrakt przed podpisaniem nie został przedstawiony Zarządowi PZTS do akceptacji. Treść kontraktu przekazano do wglądu na posiedzeniu Zarządu w dn. 19.12.2003 r. tj. 9 miesięcy po jego podpisaniu.

W protokołach z posiedzeń Zarządu widnieje uchwała upoważniająca Prezesa i Biuro Związku do prowadzenia negocjacji ale brak jest uchwały upoważniającej do podpisania kontraktu bez przedstawienia Zarządowi jego treści przed podpisaniem.

8. Przekazane w ostatnim czasie dla OZTS-ów rakietki dla początkujących są zgodne z kontraktem. Z wyjaśnień uzyskanych od M. Wnuka firma Butterfly przekazała realizację tej części kontraktu swojemu przedstawicielowi w Polsce - firmie "Gasport".

9. W kwestii realizacji dotychczasowego kontraktu Komisja dokonała wstępnej kontroli dokumentów magazynowych, z których wynikało, że kontrolowane pozycje sprzętu wpływały w 2003 r. do magazynu w ilościach zgodnych z kontraktem. Z uwagi na obszerność dokumentacji Komisja uzgodniła z Wiceprezesem M. Wnukiem dokumenty jakie potrzebne będą do szczegółowej kontroli (SAD-import, PZ, WZ), która zostanie przeprowadzona do końca marca br.

AD. 6 - Przebieg konkursu ofert i kontrola wyników negocjacji.

1. Do biura PZTS wpłynęły następujące oferty od firm producentów sprzętu do tenisa stołowego:

a/ 23.04.2002 - od firmy Tibhar (listem w języku angielskim wraz z tłumaczeniem)

b/ 29.05.2002 - od firmy Andro (faksem w języku angielskim wraz z propozycją spotkania)

c/ 20.06.2002 - od firmy Tibhar (fax z propozycją spotkania + dodatkowa oferta premii za wyniki)

d/ 26.06.2002 - od firmy Stiga (fax w języku angielskim)

2. W toku kontroli Komisja stwierdziła następujacy przebieg negocjacji i tryb wpływania ofert:

a/ 18.04.2002 Zarząd na swoim posiedzeniu otrzymał informację, o przeprowadzonych w Zagrzebiu podczas ME rozmowach z firmą Tibhar i Butterfly w sprawie zaopatrzenia PZTS w sprzęt specjalistyczny. W spotkaniach uczestniczył Prezes J. Dachowski i wiceprezes W. Waldowski. Postanowiono, że do końca kwietnia 2002 r. firmy przedłożą oferty. (Protokoł z posiedzenia Zarządu nr 18 z 18.04.02 pkt lV/2.)

b/ Na posiedzeniu Prezydium PZTS w dniu 6.05.02 Prezes poinformował, że do dnia 6.05.02 wpłynęła tylko oferta firmy Tibhar i że jest ona korzystniejsza dla PZTS niż dotychczasowa z firmą Butterfly. Postanowiono przedłużyć termin złożenia oferty firmie Butterfly do końca czerwca 2002. (Protokół nr 19 z posiedzenia Prezydium z 6.05.02 - brak informacji w dalszych protokołach o zatwierdzeniu tego protokołu przez Zarząd).

c/ Na posiedzeniu Zarządu w dniu 8.06.2002 Prezes poinformował, że oprócz firmy Tibhar wpłynęła również oferta firmy Andro i że oferty zostaną rozpatrzone po Polish Open w Warszawie, kiedy swoją ofertę przedłoży firma Butterfly. Zarząd upoważnił Prezesa i biuro Związku do negocjacji z firmami (protokoł z posiedzenia Zarządu nr 13 z 8.00.2002).

d/ Do biura Związku 7.01.2003 wpływa wniosek Komisji Sprzętowej PZTS o podpisanie umowy z firmą Butterfly jako najkorzystniejszą ze względu na zaproponowane warunki. Wniosek podpisany jednoosobowo przez Przewodniczącego Komisji i jednocześnie Skarbnika Związku Kazimierza Skrzypka.

e/ Na posiedzeniu Zarządu 28.02.2003 Prezes informuje członków Zarządu: "Nadal utrzymujemy kontrakt z firmą Butterfly: W nowym kontrakcie pojawia się szansa pobytu na stale najlepszych juniorów w szkoleniu w Gdańsku, by mogli podnosić poziom swych umiejętności pod okiem Kucharskiego i Kołodziejczyka. Firma będzie płacić za każdy ich dzień pobytu w Gdańsku. Są tam też wymienione nazwiska Kucharskiego i Kołodziejczyka". "Udało nam się wyłączyć z kontraktem z Butterflyem okładziny; deski, buty. Są to indywidualne kwestie zawodników. Udało nam się jednak znacznie zwiększyć inne propozycje jak np. stoły". (Protokół z posiedzenia Zarządu nr 22 z dnia 28.02.03 zatwierdzony jednogłośnie przez Zarząd 24.04.2003.)

f/ Na posiedzeniu Prezydium w dniu 16.04.2003 Prezes informuje członków Prezydium, że "kontrakt z firmą "Butterfly" jest w fazie sprawdzania projektu kontraktu przygotowanego przez Biuro Związku". (Protokoł nr 30 z posiedzenia Prezydium Zarządu z dn. 16.04.2003 zatwierdzony przez Zarząd dn. 24.04.2003)

3. Po analizie skontrolowanych propozycji firm Komisja dokonała porównania wartościowego i ilościowego zgłoszonych ofert (załączniki nr 1,2,3). Porównania wartościowego Komisja dokonała mnożąc ilości proponowanego sprzętu przez ceny katalogowe.

4. Komisja nie uwzględniła w swojej ocenie punktu w kontrakcie firmy Butterfly mówiącego, że firma "ma prawo zasponsorować dwóch juniorów", gdyż jest to indywidualna sprawa zawodników oraz z uwagi na fakt, że inne firmy sponsorują już od kilku lat reprezentantów Polski poza oferowanymi kwotami kontraktu dla PZTS.

5. Komisja w swojej ocenie nie uwzględniała jakości produkowanego przez firmy sprzętu a jedynie cenę katalogową uznając, że PZTS nie wybrał do konkursu firm produkujących sprzęt niskiej klasy oraz z uwagi na fakt, że firmy te sponsorują inne renomowane związki i zawodników światowej klasy. Komisji Rewizyjnej nie interesowało, która firma złożyła najlepszą ofertę a jedynie fakt czy przyjęta przez Zarząd oferta była naj korzystniejsza dla PZTS.

Wnioski pokontrolne:

1. Zdaniem Komisji oferta firmy z którą PZTS podpisał kontrakt nie była najlepszą ze złożonych przez 4 firmy. Oferty proponowane przez dwie inne firmy pod względem wartościowym były lepsze. Oferta ilościowa zaproponowana przez firmę Butterly również nie była zdaniem Komisji najlepsza.

2. W wyborze oferty Zarząd PZTS nie uwzględnił oferowanych przez dwie firmy kwot za organizację tumiejów Pro Tour i Polish Yuth Open o łącznej wartości w czasie trwania kontraktu 60.000 lub 40.000 EUR, które byłyby znacznym wzmocnieniem budżetu Związku (ok. 180.000 - 270.000 PLN).

Podpisany kontrakt z firmą Butterfly takiej dotacji nie uwzględnił.

3. W kwestii proponowanych premii za wyniki sportowe oferta firmy Butterfly była znacznie gorsza od ofert dwóch innych firm.

4. Komisja nie znalazła faktów dotyczących przeprowadzenia negocjacji lub rozmów z firmami, które przedstawiły swoje oferty pomimo ich gotowości i pisemnych zaproszeń do rozmów.

5. W treści kontraktu z firmą Butterfly nie znaleziono punktów potwierdzającym informację Prezesa zawartą w punkcie 2 e. (Inny zapis o ośrodku w Gdańsku, brak zgodności informacji o sprzęcie z treścią kontraktu).

6. Do wniosku Komisji Sprzętowej o zatwierdzenie kontraktu z firmą Butterfly nie był dołączony protokół z posiedzenia Komisji Sprzętowo-Majątkowej w tej sprawie. Z informacji uzyskanych od członków Komisji Sprzętowo- Majątkowej wynika, że nie brali oni udziału w posiedzeniu Komisji w tej sprawie i nie mieli wglądu do ofert złożonych do PZTS przez cztery firmy. Komisja stwierdza, że wniosek Komisji Sprzętowo-Majątkowej w tej sprawie był jednoosobową decyzją jej przewodniczącego Kazimierza Skrzypka.

7. Komisja Rewizyjna uzyskała informacje w dniu kontroli, że firmy, które złożyły swoje oferty nie otrzymały od PZTS informacji o wyniku konkursu ani też podziękowania, za złożenie oferty.

ZALECENIA POKONTROLNE

1. W związku z podpisaniem przez PZTS kontraktu z firmą, która nie złożyła najlepszej oferty spośród czterech firm zaproszonych przez PZTS, Komisja Rewizyjna PZTS żąda od Zarządu Związku:

a/ pisemnego wyjaśnienie w jakim celu złożono oferty trzem innym firmom jeśli kryterium wyboru oferty była dotychczasowa współpraca i jeśli podpisano kontrakt z firmą oferującą gorsze warunki dla Związku,

b/ pisemnego wyjaśnienia przyjętej formy, terminu oraz zasad przeprowadzonych negocjacji i wyboru ofert.

c/ pisemnego wyjaśnienia trybu i terminu zaproszenia do złożenia ofert firm Andro i Stiga (brak informacji na ten temat w protokołach z posiedzeń Zarządu),

d/ pisemnego wyjaśnienia terminu i trybu złożenia oferty przez firmę Butterfly,

e/ pisemnego wyjaśnienia braku negocjacji z firmami i braku reakcji na zaproszenia do rozmów złożone przez firmy oferujące korzystniejsze warunki dla PZTS( pomimo rocznego odwlekania decyzji)

f/ pisemnego wyjaśnienia braku zainteresowania przez członków Zarządu treścią kontraktu przed jego podpisaniem i braku zainteresowania ofertami innych firm,

g/ pisemnego wyjaśnienia braku rzeczowej i popartej protokółem z szacunkową oceną opinii członków Komisji Sprzętowo-Majątkowej w przedmiotowej sprawie oraz braku wglądu jej członków do treści złożonych w PZTS ofert. W wyjaśnieniu należy wyjaśnić przyczyny jednoosobowej decyzji w tej sprawie podjętej przez przewodniczącego Komisji Majątkowo-Sprzętowej Kazimierza Skrzypka.

h/ pisemnego wyjaśnienia faktu przedstawienia Zarządowi do wglądu strategicznego kontraktu dla Związku nie przed jego podpisaniem a w 9 miesięcy po jego podpisaniu.

i/ pisemnego wyjaśnienia dotyczącego nie uwzględnienia w wyborze oferty faktu oferowania przez dwie firmy oprócz sprzętu kwot 60.000 lub 40.000 EUR (t.i. 180.000 - 270.000 PLN) oraz nie uwzględnienia znacznie lepszych premii za wyniki sportowe oferowanych przez inne firmy.

j/ pisemnego wyjaśnienia przyczyn rozbieżności przedstawianych Zarządowi przez negocjatorów danych z kontraktu a jego faktyczną treścią.

k/ pisemnego wyjaśnienia zapisu w protokole nr 30 z Posiedzenia Prezydium Zarządu z 16.04.2003 l, mówiącego, że "kontrakt z firmą Butterf/y jest w fazie sprawdzania projektu kontraktu przygotowanego przez biuro Związku" z uwagi, że data podpisania kontraktu jest wcześniejsza.

2. Komisja Rewizyjna zaleca aby wszystkie strategiczne dla Związku umowy były przedstawiane do wglądu i analizy Zarządowi przed podpisaniem a nie po podpisaniu.

3. Komisja Rewizyjna zaleca wystosowanie do firm, których ofert nie wybrano pism z informacją o wyniku negocjacji i podziękowaniem za złożenie oferty.

4. Komisja Rewizyjna zaleca aby w przyszłości jasno określić zasady zgłaszania jak i kryteria wyboru oferty przed rozpoczęciem konkursu. Oferty powinny wpłynąć w jednym terminie do niezależnej Kancelarii Notarialnej. Komisja Rewizyjna uważa, że w związku z licznymi powiązaniami biznesowymi członków władz PZTS z konkretnymi firmami istnieje konieczność starannego opracowania zasad w tej kwestii, aby nie wzbudzać podejrzeń o lobbing i nieobiektywną ocenę.

5. Komisja Rewizyjna PZTS dokona ostatecznej oceny zaistniałej sytuacji po otrzymaniu pisemnych wyjaśnień do protokołu zatwierdzonych przez Zarząd.

Załącznik 1 do protokołu kontroli Komisji Rewizyjnej z 19.01.04:

Zestawienie porównawcze finansowe złożonych ofert

I - Roczne zabezpieczenie w sprzęt WQ cen katalogowvch:

Butterfly - 44.380 EUR* (czas trwania kontraktu 2 lata) - 100%

Firma X   - 57.946 EUR (czas trwania kontraktu 4 lata) - 130%

Firma Y   - 50.442 EUR (czas trwania kontraktu 4 lata) - 114%

Firma Z   - 24.736 EUR (czas trwania kontraktu 4 lata) - 56%

* W kontrakcie firmy Butterfly nie sprecyzowano rodzaju piłek. W powyższym zestawieniu uwzględniono piłki treningowe. W przypadku dostawy piłek ITTF wartość sprzętu wzrośnie o 3.100 EUR. Również do bilansu nie dodano wyposażenia zawodów wartości 11.420 EUR, gdyż kontrakt przewiduje ich wypożyczenie dla potrzeb Pro Tour-u, a nie definitywną darowiznę dla PZTS. Sprzęt ten zgodnie z kontraktem może zostać później sprzedany przez przedstawiciela firmy Butterfly w Polsce.

II - Całkowite zabezpieczenie w sprzęt w okresie 4 -letnim

Butterfly - 177.520 EUR - należy uwzględnić uwagi z zestawienia rocznego

Firma X   - 231.784 EUR

Firma Y   - 201.768 EUR

Firma Z   - 98.944 EUR

III- Dotacja finansowa oferowana na turnieje Pro Tour i Yuth Polish Open w Cetniewie w okresie trwania kontraktu

Butterfly - brak

Firma X   - 40.000 EUR

Firma Y   - brak

Firma Z   - 60.000 EUR

IV - Całkowita wartość kontraktu w okresie 4-letnim

Butterfly - 177.520 EUR - należy uwzględnić uwagi z zestawienia rocznego

Firma X   - 271.784 EUR

Firma Y   - 201.768 EUR

Firma Z   - 158.944 EUR”

 

Komentarz

Różnica pomiędzy całkowitą wartością kontraktu w okresie 4-letnim pomiędzy firmą Butterfly a firmą X wynosi 217.784 – 177.520 = 94.264 EUR.

Nie ulega wątpliwości, iż mamy do czynienia z podejrzeniem działania na szkodę Polskiego Związku Tenisa Stołowego tj. uszczupleniem jego dochodów - tylko w przypadku tego kontraktu - o kwotę ponad 350.000 zl.

Ciekawe, jakie zdanie w tej sprawie będzie miało Biuro Kontroli Ministerstwa Sportu i w konsekwencji Minister Sportu Tomasz LIPIEC, a także Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście ?

Marek Przybyłowicz

 

15 stycznia 2006 - godz. 1.10

 

Innowacyjne wykorzystanie stołów do tenisa stołowego !

W dniach 12-13 stycznia 2006 roku w Centralnym Ośrodku Sportu w Cetniewie odbyła się Konferencja Sprzedaży Grupy Żywiec.

Podczas wieńczącej Konferencję wielkiej zabawy w głównej hali sportowej dla ponad 600 uczestników z udziałem m.in. zespołu De Mono, znajdujące się w dyspozycji Centralnego Ośrodka Sportu w Cetniewie stoły do tenisa stołowego firmy Butterfly wykorzystywane m.in. podczas rozegranych dniach 1-5 czerwca 2005 roku Międzynarodowych Mistrzostw Polski – XII Youth Polish Open znalazły nowe, niezwykle innowacyjne zastosowanie.

Posłużyły organizatorom jako ekskluzywne stoły barowe !

   

stoły do tenisa stołowego w trakcie przygotowań do gastronomicznych testów odpornościowych

Warto zachęcić p.o. Prezesa PZTS Wojciecha WALDOWSKIEGO i Przewodniczącego Komisji Majątkowo-Sprzętowej PZTS Jerzego WIECZORKA do sprawdzenia stanu blatów stołów po gastronomicznych testach odpornościowych na sosy, sałatki, ryby i wędliny oraz wszechobecne piwo! 

Marek Przybyłowicz

 

13 stycznia 2006 - godz. 11.30

 

Spory i kontrowersje wokół PZTS

Kontrowersje związane z wyborem sponsora sprzętowego Polskiego Związku Tenisa Stołowego zwróciły uwagę Ministerstwa Sportu.

Na polecenie ministra Tomasza Lipca w biurze PZTS w Warszawie rozpoczęła się kontrola.

Równocześnie coraz głośniej jest o konflikcie wokół kadry kobiet.

Niespełna miesiąc temu komisja konkursowa PZTS wybrała niemiecką firmę Schoeler+Micke na sponsora sprzętowego związku w latach 2006- 2008. W głosowaniu przedstawiciel marki Andro wygrał dwoma punktami - 7:5 z Tibharem. Pełniący obowiązki prezesa PZTS Wojciech Waldowski, zastępujący chorego szefa Jerzego Dachowskiego, znalazł się w ogniu krytyki po informacjach, jakoby miał być głównym przedstawicielem Andro w Polsce i w ten sposób wpływał na ostateczną decyzję.

"Jestem producentem i eksporterem sprzętu do tenisa stołowego, a Schoeler+Micke jest jednym z moich odbiorców. Ale zajmuję się sprzedażą wszystkich marek, natomiast wyłącznym dystrybutorem na Polskę jestem tylko firmy Donic" - mówił Waldowski na zwołanej kilka tygodni temu konferencji prasowej w Warszawie.

Waldowski, wspólnie z wiceprezesem PZTS Markiem Wnukiem tłumaczyli, że o wygranej Schoeler+Micke zadecydowała jej lepsza oferta finansowa. "Jeśli jedna z propozycji przewyższała drugą o więcej niż dziesięć procent, to pozostałe czynniki nie były brane pod uwagę" - stwierdził Waldowski.

Na jednej ze stron internetowych, poświęconych tematyce ping-pongowej, ukazała się informacja, iż Waldowski w obecności świadków oświadczył: "nie kupiłem mieszkania córce, a przeznaczone na ten cel pieniądze przekazałem na zwiększenie oferty finansowej Schoeler+Micke".

"Wypowiedziałem to zdanie w formie żartu. Moja córka przenosiła się wówczas z Warszawy do Krakowa i zażartowałem, że zwiększę ofertę, aby związek otrzymał jak najwięcej pieniędzy. A już całkiem poważnie - dla PZTS ważne było aby oferta była jak najkorzystniejsza, dlatego każdą darowiznę przyjąłby z chęcią" - powiedział Wojciech Waldowski.

Firma Tibhar złożyła protest do PZTS, a jego wynikiem żywo zainteresowani byli reprezentanci kraju - m.in. Lucjan Błaszczyk, Tomasz Krzeszewski i Wang Zeng Yi, którzy mają podpisane indywidualne umowy sponsorskie z Tibharem.

"Procedura odwoławcza w związku z protestem Tibhara zakończyła się - poinformował wiceprezes Wnuk. - Podtrzymana została decyzja komisji konkursowej o zwycięstwie Schoeler+Micke. O wyniku odwołania poinformowaliśmy faksem i listownie firmę Tibhar. Informację otrzymał również minister sportu Tomasz Lipiec" - dodał.

Kontrowersje związane z wyborem sponsora sprzętowego PZTS zwróciły uwagę Ministerstwa Sportu. Na polecenie ministra Tomasza Lipca rozpoczęła się kontrola w siedzibie PZTS, która mieści się na warszawskim Torwarze. "Jest to rutynowa kontrola, prowadzona przez Biuro Kontroli Ministerstwa Sportu. Przewidywany termin zakończenia postępowania kontrolnego to 24 marca.

Sprawdzane będą wszystkie dokumenty w zakresie realizacji umów na zadania zlecone w 2005 roku w trzech obszarach: organizacji przygotowań zawodników kadry narodowej, organizacji szkolenia kadry narodowej i szkolenia młodzieży uzdolnionej sportowo" - powiedział rzecznik Ministerstwa Sportu Paweł Wiśniewski.

Marek Wnuk odniósł się do sprawy kontroli w PZTS. "Kontrola ma związek ze sportem kwalifikowanym. Jednocześnie prezes Jerzy Dachowski wystosuje prośbę do ministra sportu Tomasza Lipca o przeprowadzenie kontroli prawidłowości przeprowadzenia wyboru na sponsora sprzętowego związku. Skłoniły go do tego teksty zamieszczane w różnych mediach, szkalujące działaczy i Polski Związek Tenisa Stołowego".

Równocześnie coraz głośniej jest o konflikcie wokół kadry kobiet. Trzy miesiące temu podopieczne trenera Leszka Kucharskiego na wyjeździe pokonały brązowe medalistki mistrzostw Europy - Słowenki 3:1. Kilka dni temu w potyczce ze znacznie niżej notowanymi Czeszkami nie miały żadnych szans i przegrały u południowych sąsiadek 0:3.

W spotkaniu ze Słowenią dwa punkty zdobyła naturalizowana Chinka Xu Jie, a jeden dołożyła Natalia Partyka. Przeciwko Czechom obie nie zagrały, w składzie zabrakło również Kingi Stefańskiej. "16- letnia Natalka jest przemęczona licznymi startami, natomiast +Ksenia+ w tym czasie miała rozgrywać mecz w lidze francuskiej. Xu Jie zrobiła błąd, że podpisała tak skonstruowany kontrakt w języku angielskim. Kiedy mi go pokazała przed parafowaniem, jeden z punktów mówił o zwalnianiu jej przez Montpellier na spotkania reprezentacji. Później okazało się, że do umowy dołączony został zapis, mówiący iż będzie mogła grać w drużynie narodowej, jeśli w danym dniu nie będzie meczów ligowych! To cios poniżej pasa Francuzów, ale i wina zawodniczki" - przyznał Kucharski.

Najwięcej kontrowersji wzbudziła sprawa "niedysponowanej" Stefańskiej z KTS Elpe-Eltex Tarnobrzeg. "Dziwne, że nie mogła zagrać w reprezentacji, a kilka dni wcześniej wystąpiła w spotkaniu ligowym" - uważa Kucharski.

"Otrzymaliśmy zaświadczenie lekarskie w związku z absencją Stefańskiej w meczu reprezentacji Polski. Czytamy w nim, że zawodniczka poddała się terapii farmakologicznej, trwającej od 22 grudnia do 13 stycznia. W okresie terapii może grać w ograniczonym zakresie, a nie wskazane są występy w zawodach wysokiej rangi, ze względu na dodatkowy stres. Dziwi mnie jednak, że lekarz napisał, iż od 14 stycznia, a więc dzień po zakończeniu leczenia, tenisistka może trenować już z pełnym obciążeniem. Czyżby był cudotwórcą? Będę rozmawiałem w tej sprawie z Leszkiem Kucharskim i zastanowimy się, jakie podjąć decyzje" - zakończył Wojciech Waldowski.

Pikanterii dodaje fakt, że Stefańska miała wystąpić w dwóch styczniowych turniejach z cyklu Pro Tour. "Uważam, że jeśli Kinga Stefańska ma problemy zdrowotne, nie powinna jechać do Słowenii i Chorwacji. Występ w dwóch ciężkich turniejach będzie jeszcze bardziej męczący" - powiedział selekcjoner reprezentacji Leszek Kucharski.

Szkoleniowiec odpowiedział również na zarzut klubowego trenera Stefańskiej - Zbigniewa Nęcka, który stwierdził: "Leszek Kucharski dopiero w ubiegły czwartek przypomniał sobie o Kindze i powołał ją do kadry na mecz z Czechami" - mówił Nęcek. "Ze Zbigniewem Nęckiem dyskutowałem o możliwości powołania Stefańskiej już w grudniu. Już wtedy było wiadomo, że rozpocznie terapię. Ale kiedy dowiedziałem się, że wystąpi w spotkaniu ekstraklasy uznałem, że mogę ją powołać do zespołu narodowego" - ripostował Kucharski.

W eliminacyjnej tabeli Polki zajmują ostatnie, czwarte miejsce. W przyszłorocznych finałach ME zagrają z jej grupy trzy najlepsze ekipy.

(PAP)

 

12 stycznia 2006 - godz. 19.35

 

Zdumiewające „nieścisłości” …

Pierwsza „nieścisłość”

P.o. Prezesa PZTS Wojciech WALDOWSKI gwałtownie zaprzecza jakoby był wyłącznym przedstawicielem handlowym firmy schöler+micke dystrybuującej wyroby firmy Andro.

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Warszawie w dniu 19 grudnia 2005 roku Wojciech WALDOWSKI zaprzeczając, iż jest przedstawicielem firmy Andro:

- Czy jest Pan przedstawicielem firmy Andro ?

WW: Nie. Jestem eksporterem sprzętu i dostarczam sprzęt m.in. do firmy schoeler+micke.

P.o. Prezesa PZTS Wojciech WALDOWSKI doskonałą niemczyzną tłumaczył prezentowany przez siebie, a sygnowany przez firmę schöler+micke dokument potwierdzający jakoby jego twierdzenia.

Podobną opinię wyraził również Wojciech WALDOWSKI w trakcie wypowiedzi dla programu Kurier Sportowy wyemitowanego w dniu 19 grudnia 2005 roku w TVP 3, w której nie wymienił  firmy Andro wśród firm, których jest wyłącznym przedstawicielem..

wypowiedź Wojciecha WALDOWSKIEGO dla programu Kurier Sortowy wyemitowanego w TVP 3

w dniu 19 grudnia 2005 roku w TVP 3 (ściągnij plik video)

Jedna z działających na polskim rynku firm zajmujących się dystrybucją sprzętu do tenisa stołowego wystąpiła przed kilku laty do firmy schöler+micke z pytaniem dotyczącym możliwości podjęcia współpracy. Na swoje zapytanie i faks uzyskała odpowiedź podpisaną przez Wilfrieda MICKE i Ralfa WOSIKA:

  

odpowiedź firmy scholer+micke na zapytanie jednej z polskich firm dystrybucyjnych sprzętu do tenisa stołowego, dotyczące możliwości nawiązania współpracy (zobacz całą stronę w powiększeniu)

„Szanowny Panie …!

W odpowiedzi na Pana zapytanie i faks z dnia ….

W ostatnim tygodniu intensywnie analizowaliśmy sytuację rynkową w Polsce i podjęliśmy następującą decyzję.

Chcielibyśmy w zasadzie prowadzić sprzedaż w Polsce w dalszym ciągu z naszym partnerem AGA-Sport z Gliwic na zasadzie wyłączności. W tym momencie nie chcielibyśmy podejmować współpracy z drugim partnerem. O ile sytuacja ulegnie zmianie, natychmiast Pana o tym poinformujemy.

Jeśli życzyłby Pan sobie kupować w ilościach hurtowych sprzęt do tenisa stołowego firm: andro, Armstrong, Double-Fish i adidas,  prosimy skontaktować się z firmą AGA-Sport.

Wilfried Micke                                                    Ralf Wosik”

Dlaczego informacje zawarte w dokumencie prezentowanym przez p.o. Wojciecha WALDOWSKIEGO podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Warszawie w dniu 19 grudnia 2005 roku są sprzeczne z tymi zawartymi w pisnie sprzed kilku lat ?

Druga „nieścisłość”

W opublikowanym w dniu 12 stycznia 2005 roku na stronie internetowej oświadczeniu Przewodniczącego Komisji Konkursowej Tadeusza CZYCZELA czytamy:

„Po wielu artykułach, najczęściej zawierających nieprawdę i przekłamania czuję się zobowiązany do udzielenia kilku wyjaśnień dotyczących konkursu, podkreślam konkursu, a nie jakiegoś przetargu, jak twierdzą niektórzy dziennikarze. Jaka jest różnica pomiędzy konkursem a przetargiem?”

W protokole Nr 5/2005 z posiedzenia Zarządu kadencji 2004-2008, które odbyło się w dniu 21wietnia 2005 roku w Warszawie czytamy w 7 punkcie porządku obrad – pkt. 4: Informacja dot. sponsora sprzętowego firmy Butterfly.:

„ Prezes J. Dachowski poinformował, że z końcem bieżącego roku (31.12.2005) wygasa kontrakt sponsorski z firmą Butterfly na dostawę sprzętu sportowego. W związku z powyższym Prezes poddał pod głosowanie wniosek o nie przedłużaniu umowy z dotychczasowym sponsorem sprzętowym (Butterfly) i o podjęciu czynności zmierzających do ogłoszenia przetargu w celu wyłonienia sponsora sprzętowego na następne lata.”

Podjęto jednogłośnie „Uchwałę nr 8 – w sprawie nie przedłużania kontraktu z firmą Butterfly i podjęciu czynności zmierzających do ogłoszenia przetargu w celu wyłonienia nowego sponsora sprzętowego.”

fragment protokołu Nr 5/2005 z posiedzenia Zarządu kadencji 2004-2008 w Warszawie

w dniu 21wietnia 2005 roku (zobacz całą stronę w powiększeniu)

A później była cudowna metamorfoza i z przetargu wyłonił się już tylko konkurs…

pierwsza strona materiału Konkurs ofert na wybór sponsora sprzętowego PZTS na lata 2006-2008

przesłanego jednemu z oferentów w dniu 18 listopada 2005 roku (zobacz całą stronę w powiększeniu)

 

W najbliższym czasie przyjrzymy się szczegółowym zapisom zawartym w „Konkursie ofert na wybór sponsora sprzętowego Polskiego Związku Tenisa Stołowego na lata 2006-2008” oraz szczegółowo przeanalizujemy oferty złożone przez uczestników postępowania konkursowego.

Aż dziwne, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł, aby działalnością Polskiego Związku Tenisa Stołowego w ostatnich latach zainteresować prokuraturę właściwą dla siedziby PZTS.

Mam wrażenie, iż sprawa przetargu to jedynie wierzchołek prawdziwej góry lodowej…

Marek Przybyłowicz

 

12 stycznia 2006 - godz. 11.49

 

Oświadczenie Komisji Konkursowej

Po wielu artykułach, najczęściej zawierających nieprawdę i przekłamania czuję się zobowiązany do udzielenia kilku wyjaśnień dotyczących konkursu, podkreślam konkursu, a nie jakiegoś przetargu, jak twierdzą niektórzy dziennikarze. Jaka jest różnica pomiędzy konkursem a przetargiem?

W skrócie. Przetarg jest jednym z rodzajów zamówienia publicznego, natomiast konkurs nie jest żadnym rodzajem zamówienia publicznego. Zamówienie publiczne zawsze wiąże się z wydaniem pieniędzy publicznych /oferent oferuje dostawy, usługi bądź roboty, za które zamawiający płaci pieniędzmi publicznymi, czyli będącymi pod kontrolą instytucji przekazujących te środki oraz innych instytucji do tego upoważnionych/. Konkurs może być ogłoszony wtedy, gdy nie ma żadnych płatności, a jedynie zobowiązania rzeczowe. Procedura zastosowana przez Polski Związek Tenisa Stołowego była następująca: za dostawę określonej w specyfikacji konkursu ilości sprzętu i środków finansowych, które firma wygrywająca konkurs zobowiązała się przekazać na rzecz PZTS, PZTS zobowiązany jest świadczyć usługi reklamowe w różnej formie m.in.: logo firmy na sprzęcie używanym przez reprezentantów podczas zawodów, grę na stołach podczas Mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych itp. Procedura ta spełniała wymogi konkursu, natomiast żadnych wymogów zamówienia, a tym bardziej zamówienia publicznego. Jeszcze raz podkreślam – PZTS nie przeznaczał na procedurę konkursu /na uzyskany sprzęt/ żadnych środków, a wręcz przeciwnie pozyskiwał środki.

A teraz kilka słów na temat przeprowadzenia konkursu. Po podjęciu decyzji przez Zarząd PZTS o ogłoszeniu konkursu na sponsora sprzętowego PZTS powołana została komisja konkursowa, a nie komisja przetargowa. Komisja konkursowa została powołana przez Zarząd PZTS do wyboru sponsora sprzętowego PZTS na lata 2006 – 2008. Komisja konkursowa stworzyła specyfikację /regulamin/ konkursu, który po przetłumaczeniu przez tłumacza przysięgłego został rozesłany do firm prowadzących dystrybucję sprzętu do tenisa stołowego /Donic, Joola, Butterfly, Schoeler-Micke (Andro), Stiga, Tibhar/. Istotnymi punktami specyfikacji były: obowiązkowe złożenie dokumentu rejestracyjnego i oświadczeń woli firmy; kryteria procentowe za pomocą, których oceniano ofertę; punkt, który wykluczał możliwość składania ofert wariantowych. Do konkursu przystąpiły cztery firmy: Butterfly, Schoeler-Micke (Andro), Stiga, Tibhar. Po sprawdzeniu ofert wykluczone zostały oferty firm Butterfly i Stiga nie spełniające wymogów formalnych. Do drugiego etapu /14.12.2005r./ zostały zakwalifikowane oferty firm Schoeler-Micke (Andro) i Tibhar. Oferty obydwóch firm spełniały w całości wymagania PZTS odnośnie ilości i jakości sprzętu. O wyborze oferty zadecydować miała, wobec tego, oferta finansowa. Równocześnie komisja konkursowa podjęła zobowiązanie, że jeżeli różnica w części finansowej ofert będzie mniejsza niż 10% obie oferty będą przedstawione Zarządowi PZTS do rozważenia. W przypadku, gdy różnica będzie większa niż 10% komisja przedstawi Zarządowi PZTS obie oferty, wskazując ofertę lepszą. W dniu 15.12.2005r. o godz. 9.30 p.o. przewodniczącego komisji zapytał przedstawicieli obydwóch firm czy wyrażają zgodę na ujawnienie konkurentom wysokości oferty finansowej. Na co zgodnie otrzymał odpowiedź „nie”, w wyniku czego przedstawiciele opuścili salę obrad. Nastąpiło otwarcie ofert ostatecznych obydwóch firm. Oferty spełniały wymagania sprzętowe. W części finansowej oferta firmy Schoeler-Micke (Andro) przewyższała ofertę firmy Tibhar o więcej niż 10%. Równocześnie w ofercie firmy Tibhar znalazł się zapis o możliwości dopłaty do wysokości oferty konkurenta. /jest to oferta wariantowa, firma Tibhar przedstawiła ofertę finansową oraz propozycję dopłaty do wysokości oferty konkurenta, a więc wariant, więc oferta ta powinna być odrzucona (pkt. I.5 Regulamin Konkursu Ofert). Nie może być również ujawniona firmie Tibhar wysokość oferty firmy Schoeler-Micke (Andro) ponieważ obie firmy zastrzegły to. Zostałaby ujawniona tajemnica handlowa, a to groziłoby procesem sądowym przeciwko PZTS i wysokim odszkodowaniem, prawdopodobnie przewyższającym zysk z kontraktu. Komisja konkursowa wskazała Zarządowi PZTS ofertę wyższą kwotowo i przekazała Zarządowi treść Oświadczenia firmy Tibhar. Zarząd PZTS w głosowaniu tajnym stosunkiem głosów 7:5 zatwierdził decyzję Komisji Ofertowej oddalając równocześnie oświadczenie Tibhara.

/-/ Tadeusz Czyczel

Przewodniczący Komisji Konkursowej

źródło: Polski Związek Tenisa Stołowego

 

12 stycznia 2006 - godz. 11.42

 

MINISTER KONTROLUJE PZTS

Mydlenie oczu

Szeroko opisywana przez nas sprawa nieprawidłowości w sprawie przetargu na sponsora sprzętowego w Polskim Związku Tenisa Stołowego zainteresowała Ministerstwo Sportu, które od wczoraj przeprowadza kontrolę w pingpongowej centrali. – To rutynowa kontrola, ale na pewno przyjrzymy się też sprawie przetargu – nie ukrywa rzecznik ministerstwa Paweł Wiśniewski. Przypomnijmy, że wspomniany przetarg wygrała firma Andro, której sprzętem handluje w Polsce pełniący obowiązki prezesa PZTS Wojciech Waldowski. Co więcej, pan Waldowski produkuje też sprzęt dla niemieckiej firmy... – Nie ma w tym nic złego – przekonywał nas jakiś czas temu Waldowski. Inne zdanie miał Jerzy Klingier, reprezentujący w Polsce firmę Tibhar, której oferta została odrzucona. Nic więc dziwnego, że skierował w tej sprawie protest do związku i ministerstwa. – Wiele rzeczy jest do uporządkowania. Jeszcze więcej zależy od dobrej woli. Przecież prawnicy mogą się spierać nawet dziesięć lat – mówi Klingier. – My już się nie zabijamy o to, żeby być sponsorem, chodzi tylko o czystość relacji w przyszłości. Nie ukrywam też, że ciągle dostajemy sygnały z centrali Tibhara żeby wreszcie wyjaśnić wszystko do końca – dodaje. Zgodnie z przewidywaniami, pierwszy protest Tibhara skierowany do związku przeszedł niemal bez echa. To znaczy komisja konkursowa szybko go odrzuciła. Tak samo postąpiło prezydium związku w ostatni wtorek, w dniu meczu Polek z Czeszkami w eliminacjach mistrzostw Europy. Nie mogło być zresztą inaczej, bo w przypadku uznania protestu podopieczne trenera Leszka Kucharskiego musiałyby zagrać w prywatnych strojach. Że tak się nie stanie było wiadomo już w poniedziałek, gdy Polki były na oficjalnej przymiarce ubrań Andro. Po co więc prezydium? – Żeby zachować pozory i zamydlić oczy obserwatorów – mówi anonimowo jeden z działaczy.

Jak w tej sytuacji broni się związek? W ogóle się nie broni. Najpierw przekładano rozmowę z nami z godziny na godzinę i ostatecznie, mimo usilnych prób, nie udało nam się wczoraj porozmawiać z nikim ze ścisłego kierownictwa PZTS. Pewnie byli zajęci kontrolowaniem kontroli...

Kamil WOLNICKI (PS 12 stycznia 2005)

 

11 stycznia 2006 - godz. 14.36

 

Biuro Kontroli Ministerstwa Sportu wkracza do akcji…

Jak poinformował mnie w rozmowie telefonicznej p.o. Dyrektora Biura Kontroli Ministerstwa Sportu Pan Paweł DENKIEWICZ, w dniu dzisiejszym w siedzibie Polskiego Związku Tenisa Stołowego rozpoczęła się kontrola Biura Kontroli Ministerstwa Sportu.

Marek Przybyłowicz

 

10 stycznia 2006 - godz. 21.10

 

Prezes się gimnastykuje

W nie najlepszych nastrojach wyjechała na mecz eliminacji mistrzostw Europy z Czeszkami żeńska reprezentacja Polski w tenisie stołowym. Dlaczego? W miejscowości Nachod nie zagrają bowiem dzisiaj trzy najlepsze zawodniczki w kadrze trenera Leszka Kucharskiego - Xu Jie, Natalia Partyka i Kinga Stefańska! Nieobecne zastąpią: Magdalena Cichocka, Monika Pietkiewicz, Marta Smętek i Marta Gołota. - Mam spory ból głowy - nie ukrywa Kucharski. - Stefańska jest niedysponowana, Natalka jest przemęczona, a "Ksenia" w tym czasie będzie rozgrywała mecz w lidze francuskiej. Xu Jie zrobiła błąd, że podpisała tak skonstruowany kontrakt w języku angielskim. Kiedy mi go pokazała przed parafowaniem, jeden z punktów mówił o zwalnianiu jej przez Montpellier na spotkania reprezentacji Póżniej okazało się, że do umowy dołączony został zapis, mówiący iż będzie mogła grać w reprezentacji, jeśli w tym czasie nie będzie meczów ligowych! To cios poniżej pasa Francuzów, ale i wina zawodniczki, że nie doczytała - przyznał Kucharski.

To jednak nie koniec problemów popularnego "Kucharza". Może się bowiem okazać, że jego podopieczne będą musiały zagrać z Czeszkami w... prywatnych strojach. Wszystko przez przetarg na sponsora sprzęto- wego kadry, który zakończył się skandalem. Wygrała go firma Andro, której przedstawicielem w Polsce jest pełniący obowiązki prezesa PZTS Wojciech Wal- dowski. Nic więc dziwnego, że inne finny złożyły w tej sprawie protest, do którego dopiero dzisiaj ustosunkuje się Prezydium związku. W czym zagrają zawodniczki jeśli protest zostanie uznany? - Niech prezes się z tym gimnastykuje powiedział nam anonimowo jeden z działaczy.

Kamil WOLNICKI (PS 10 stycznia 2005)

 

10 stycznia 2006 - godz. 1.23

 

Protest ? Jaki tam protest…

Zastraszanie pracowników i terror jaki wdrożył p.o. Prezesa Wojciech WALDOWSKI w Biurze PZTS - po serii moich artykułów dotyczących nieprawidłowości w PZTS - zaowocowały bezprzykładną cenzurą i zakazem informacji o wszystkich działaniach władz Związku.

Drobnostką w tej sytuacji jest karnie nałożona na mnie blokada informacyjna, a także permanentne pomijanie strony www.agamar.pl/ts na oficjalnej stronie PZTS w zestawieniu Strony tenisa stołowego.

Czując się zaszczycony powyższymi działaniami PZTS, informuję p.o. Prezesa PZTS Wojciecha WALDOWSKIEGO, iż dołożę wszelkich starań aby przygotowywanymi przeze mnie kolejnymi tekstami zasłużyć na całkowite unicestwienie…

Uprzejmie informuję, iż w najbliższym czasie opublikuję artykuł przybliżający naszemu środowisku sylwetki najbliższych i najbardziej lojalnych współpracowników p. o. Prezesa PZTS Wojciecha WALDOWSKIEGO oraz rolę jaką odgrywają w umacnianiu jego prywatnego imperium.

A tak na marginesie chciałbym zwrócić uwagę, iż w chwili obecnej trwa rozdawanie wszystkim reprezentantkom i reprezentantom Polski sprzętu firmy Andro, co dzieje się pomimo trwającej procedury rozpatrywania przez Ministerstwo Sportu i organy statutowe PZTS protestu firmy Tibhar dotyczącego przebiegu postępowania konkursowego na wybór sponsora sprzętowego PZTS na lata 2006-2008.

Zmuszanie reprezentantek i reprezentantów Polski do występowania w oficjalnych meczach międzypaństwowych w sprzęcie firmy Andro, a co za tym idzie świadczenie na jej rzecz usług reklamowych bez podpisania stosownego kontraktu pomiędzy PZTS, a firmą Andro - będzie po prostu skandalem, a także działaniem na szkodę interesu Polskiego Związku Tenisa Stołowego !

No chyba, że p. o. Prezes PZTS Wojciech WALDOWSKI nie zważając na protest, podpisze szybciutko, jeszcze dzisiaj - na kilka godzin przed meczem Czechy-Polska - kontrakt z firmą Schöler+Micke…

Jak się ma prywatne imperium to wszystko uchodzi bezkarnie.

Do czasu…

 Marek Przybyłowicz

 

 

www.agamar.pl/ts